Pattyczak • 28 maja 2015

Cesarz Cierni Mark LawrencePsychopata, szaleniec, genialny taktyk i władca – wiele można powiedzieć o Jorgu Ancranthcie, niemniej nie można zarzucić mu lenistwa. Młody król, ogarnięty niesłychaną ambicją rządzenia całym imperium robi wszystko, by stać się jedynym hegemonem w całym królestwie. Bohater musi się zmierzyć nie tylko ze Zgromadzeniem Stu w Vyene (które wybiera przyszłego cesarza), ale także z ciężarną małżonką oraz Martwym Królem, który pojawił się po raz pierwszy w Królu Cierni. Mroczne duchy przeszłości nieustannie go prześladują i spędzają sen z powiek, zaś duchy Budowniczych oraz napad na święty przybytek sprawiają, iż przed młodym, ledwie dwudziestoletnim królem stoi nie lada wyzwanie.

Na kolejne tomy Rozbitego Imperium trzeba było poczekać (ponad rok), na szczęście Lawrence, jakby przewidując dość spore poślizgi między publikacjami kolejnych części, wyszedł naprzeciw potrzebom czytelników i zamieścił kilkanaście stron streszczających wydarzenia z dwóch pierwszych książek. Podobnie jak w poprzednich pozycjach, tak i w Cesarzu Cierni mamy do czynienia z licznymi retrospekcjami. Życiowe credo Jorga zostaje ukazane dzięki dwójce dodatkowych narratorów uwiarygadniających samą narrację króla, a także wstawkom z przeszłości Ancratha: losów w kampanii Braci czy opisom licznych podróży mającym na celu ukazanie prawdziwego, złowieszczego i przepełnionego mrokiem bohatera.

Trzecia książka Lawrence’a doskonale pokazuje, jak zmieniał się nie tylko sam Jorg, ale także stylistyka pisarza. O ile w przypadku Księcia Cierni można mówić o potknięciach w kwestii konstrukcji głównego bohatera (doboru słownictwa i totalnego braku sumienia w sercu zaledwie nastoletniego bohatera), tak Król Cierni te błędy skorygował (chociaż w przypadku ciotki Katheriny aż nazbyt ujawniało się filozoficzne, niepasujące do reszty historii, narratorskie podejście autora), by w Cesarzu Cierni przerodzić się w dobrze dopracowaną, pozbawioną tych niedogodności powieść. Rozwój warsztatu pisarskiego najlepiej ukazuje właśnie Jorg, bowiem w finalnym tomie nie mamy już żadnych złudzeń, jakim jest typem bohatera.

Postać młodego króla ponownie przyciąga najwięcej uwagi. Wydawać się mogło, że nie sposób opisać eskalacji jego nienawiści, przemocy i okrucieństwa po wydarzeniach z drugiego tomu, jednak tym razem Lawrence pobił samego siebie. Jorg przekracza kolejne granice przyzwoitości, tłumacząc to prostym stwierdzeniem: jedynie człowiek o wielkim, spaczonym i przesiąkniętym złem umyśle jest w stanie przesuwać kolejno linie absurdalnych, niepojętych i wypaczonych czynów, jakich może dopuścić się żywa istota. Kolejne przeszkody nie wyzwalają w duszy młodego człowieka żadnego katharsis, Ancrath uparcie i zaciekle dąży do osiągnięcia swoich celów i nic nie jest w stanie go powstrzymać.

Warstwa fantastyczna całej trylogii składa się z kilku znanych elementów oraz oryginalnych autorskich wstawek. Do tych pierwszych z pewnością można zaliczyć postacie: Chelli, niedocenionej przez mężczyzn kobiety pełnej mocy i magii, której pycha i buta prowadzi do samozniszczenia; Kaia, maga władającego powietrzem, którego ciało ma być przeznaczone dla Martwego Króla i właśnie sam zmarły władca. To postacie, które mają do spełnienia określone role w fabule i nie wnoszą nic nowatorskiego do samej historii. Inaczej sprawa wygląda w przypadku wątku apokaliptycznego. Istota Budowniczych, swoistych mentorów i osób przechowujących pamięć o minionych wydarzeniach atomowej Zagłady. I chociaż można autorowi zarzucić odarcie ich ze swoistej mityczności i niedopowiedzeń. Trzeci tom bardzo szczegółowo, w sposób quasi-akademicki wyjaśnia specyfikę funkcjonowania ich wirtualnych wcieleń. Jednak włączenie wątków naukowych do utworu dark fantasy wyszło naprawdę udanie. To ciekawy, autorski koncept, zasługujący na pochwałę.

Cesarz Cierni okazał się naprawdę dopracowaną, zarówno pod względem fabularnym, jak i stylistycznym, finalną częścią trylogii. Rozbite Imperium Marka Lawrenca wybiło się ponad setki tytułów dark fantasy, zdobywając poklask Petera V. Bretta, Robin Hobb oraz rekomendację, jakoby proza Brytyjczyka miała się równać z twórczością George’a R.R. Martina. I chociaż w tym ostatnim przypadku owa opinia jest trochę nad wyrost, to trzeba uczciwie przyznać, iż cała trylogia robi naprawdę dobre wrażenie. Historia o zemście i odkupieniu okraszona dużą ilością makabry i groteski jest przyjemną odskocznią od głównonurtowych pozycji nurtu fantastycznego, w których zarówno bohaterowie, jak i sama fabuła są nader często przewidywalni i wtórni.

I chociaż może się wydawać, że dzieje Rozbitego Imperium dobiegły końca, to dla fanów serii wydawnictwo Papierowy Księżyc ma dobrą wiadomość – Mark Lawrence napisał kolejne powieści rozgrywające się w tym samym uniwersum, jednakże koncentrują się już one na Czerwonej Królowej.

Pattyczak

 

Tytuł: Cesarz Cierni

Autor: Mark Lawrence

Seria: Rozbite Imperium, tom 3

Tytuł oryginalny: Emperor of Thorns 2013

Tłumaczenie: Anna i Jarosław Fejdych

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Data i miejsce wydania:  19.11.2014, Słupsk

Oprawa: miękka z obwolutą

Wydanie: I

Liczba stron: 600

ISBN: 978-83-61386-54-4

 

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Gildii.

W skrócie

Cesarz Cierni

Cesarz Cierni
  • 7/10
    Fabuła
  • 7/10
    Stylistyka
  • 10/10
    Wydanie

Zalety

  • Dynamiczna akcja
  • Zakończenie wszystkich wątków
  • Wątek apokaliptyczny

Wady

  • Wtórność opisów makabry