Pattyczak • 1 stycznia 2015

Królestwo Cieni i inne opowiadania z mitologii CthulhuTrupy w popielatej krainie śmierci

Niektórych rzeczy nie powinno się wypowiadać głośno. Zdecydowanie do tej grupy można zaliczyć dziwnego rodzaju skojarzenia – jak bowiem usprawiedliwić fakt, że patrząc na zdjęcie Roberta Ervina Howarda, przed oczyma stanął mi jeden z odcinków Supernatural, w którym Dean przeniósł się w czasie i wypowiedział słynne (wśród fandomu) stwierdzenie „That’s the Chicago way!”. Doprawdy, moja przygoda ze światem Cthulhu rozpoczęła się w bardzo specyficzny sposób.

Wspomniany wyżej autor zasłynął przede wszystkich jako twórca postaci Conana Barbarzyńcy oraz Solomona Kane’a. Mimo iż żył zaledwie trzydzieści lat, to pozostawił po sobie mnóstwo opowiadań, od kryminału przez horror aż po heroic fantasy, i, co najważniejsze, był bliskim przyjacielem Howarda P. Lovecrafta (a tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać). Królestwo cieni i inne opowiadania to zbiór dziesięciu niewielkich rozmiarów historii poświęconych mistrzowi weird fiction i jego kultowemu Cthulhu – Wielkiemu Przedwiecznemu.

Książkę poprzedzono krótką notką biograficzną na temat Howarda. Nie wspominałabym o tym, gdyby nie jedna kwestia – w posłowiu napisanym przez Lovecrafta ku pamięci przyjaciela nieustannie jest podkreślane, iż zmarły był Panem Howardem. Nie zwykłym Howardem, Robertem czy kumplem. Wydawać się może, iż jest to dość błaha sprawa, jednak w moim odczuciu mówi ona o wielkim szacunku i zażyłości, jaka panowała między dwoma pisarzami. Jeden drugiemu dedykował część swojej twórczości. Ów fakt jest dzisiaj bardzo rzadko spotykanym zjawiskiem w literackim światku.

Zbiór otwiera opowiadanie Czarna Skała. Dzięki stylizacji na osobisty pamiętnik, a raczej dziennik z  wyprawy, można z wielką precyzją prześledzić losy Amerykanina, który po lekturze przeklętych ksiąg, postanawia odnaleźć pradawne miejsce kultu tajemniczej istoty. Ciekawe, iż w jednej historii zestawiono osobę Sulejmana, Cthulhu i… Borysa Vladinoffa, mającego polskie korzenie! To intrygujące opowiadanie z elementami lokalnej historii i tureckich legend.

W przypadku Potwora na dachu punktem wyjścia jest wizyta dawno niewidzianego przyjaciela, Tussmanna, który namawia głównego bohatera na poszukiwanie przeklętej Czarnej Księgi, tajemniczego dzieła o starożytnych kultach kultur południowej Azji. To historia o wiele bardziej dynamiczna niż poprzednie, przywodzi na myśl sceny rodem z filmów o Indianie Jonesie: mamy tu wyprawę przez nieokiełznaną dżunglę, ogromną, opustoszałą świątynię oraz tajemniczy klejnot, przywołujący Przedwiecznego.

Płomień Aszurbanipala miejscami przypomina charakterem niesamowite legendy bliskiego wschodu niż klasyczne opowiadanie grozy – to przygoda dwójki awanturników wśród piasków pustyni, uciekających przed zemstą ze strony Arabów. Steve i Pasztun docierają do miasta słynącego z kultu bożka Baala, gdzie wejścia do świątyni broni siedmiu strażników. Mają oni jeden cel – nie dopuścić, by niewierny kafar dotknął świętego kamienia, bowiem w ten sposób ześle na ludzkość klątwę bóstwa. Jak łatwo się można domyśleć, nie będzie to klątwa Baala.

Królestwo cieni – tytułowe, najdłuższe i w moim odczuciu najlepsze opowiadanie Howarda. Klimatyczne, wciągające i posiadające charakter epickiej historii dzięki wyjątkowej, bo trzecioosobowej, narracji. W bardzo podobnym duchu zostały napisane Robaki Ziemi. Również podzielone na kilka mniejszych cząstek, stopniowo odkrywają rąbka tajemnicy. W przypadku obu opowiadań ich najjaśniejszą stroną są rewelacyjne dialogi, a raczej dłuższe wypowiedzi głównych bohaterów.

Dzieci nocy poruszają jeden z ówczesnych pisarzowi wątków, a mianowicie kwestię zróżnicowania ludzkości na kilka ras. Czytelnik staje się świadkiem rozmowy członków Ludu Miecza (moje ponowne skojarzenie z Supernatural i Man of the Letters),próbujących wytłumaczyć owe różnice kosmicznymi tajemnicami. Jakże przewrotne są myśli autora, bowiem kilka stron dalej jeden z uczonych staje się ofiarą porwania przez tytułowe Dzieci Nocy – dzikich i nieokrzesanych wojowników mieszkających w lesie i praktykujących kultu Cthulhu, który zapoczątkował doskonałą, aryjską rasę.

Lud Mroku jest bardzo zbliżony do Dzieci nocy. Podobna konwencja, klimat, lecz całkowicie inne rozwiązanie – i dzięki za to Howardowi, w przeciwnym razie odłożyłabym lekturę i już więcej do niej nie wróciła.

Czarny niedźwiedź gryzie to chyba najmniej trafny tytuł spośród całej dziesiątki, bowiem akcja dzieje się w chińskim domu handlarza. Zbrodnie, pościgi, ukryte pomieszczenia i skomplikowane rytuały – to wszystko, co możemy odnaleźć w opowiadaniu. W moim odczuciu jest jednym ze słabszych, niemniej wynika to z faktu, iż nie przepadam za elementami chińskiej kultury.

Nie kopcie mi grobu – najmroczniejsza historia z całej serii. Rozpoczyna się ona w pewien wieczór, kiedy do bohatera (i zarazem narratora) przychodzi znajomy i prosi, by spełnił ostatnią wolę ich zmarłego kilka godzin wcześniej przyjaciela. Jest to jednak dość intrygująca i wzbudzająca grozę posługa. Na czym ona polega? Tego nie mogę zdradzić, jednak wspomnę o pogańskim rytualne, którego celem jest pochwycenie ciała. Dodajmy, iż nie rozkłada się ono juz równo trzysta lat.

Kopytne monstrum zamyka zbiór zakończonych opowiadań. Prócz nich w Królestwie cieni znajduje się fragment Wyzwania spoza światów – nieukończonego projektu podjętego przez piątkę pisarzy: Catherine L. Moore, Abrahama Merrita, H.P. Lovecrafta, Franka Belknapa Longa i Roberta E. Howarda, którego tekst zamieszczono w antologii świata Cthulhu.

Wszystkie opowiadania łączą pewne elementy, występujące niezależnie od bohaterów czy miejsca akcji, takie jak przeklęta księga Nienazwanych kultów Von Junzta, klejnot umożliwiający zawładnięciem ludzkiego umysłu czy napotykanie na opuszczone i pilnie strzeżone przez garstkę wybranych świątynie, w których dawniej oddawało się cześć Cthulhu. Poczucie wszechobecnej tajemnicy dostępnej tylko wybranym oraz niemożliwe do powstrzymania pragnienie ujawnienia źródła mocy kosmicznego monstrum – oto z czym obcuje czytelnik podczas lektury Howarda. Co ciekawe, każdorazowe „odkrycie” Cthulhu nie kończy się zagładą ludzkości czy też unicestwieniem całego narodu. Tutaj ukarani zostają tylko ludzie poszukujący majątku, chciwi, niegodni i zachłanni, pozbawieni czystych intencji.

Na kartach opowiadań przewijają się również liczne nawiązania do klasycznych twórców powieści grozy takich jak Huysmansa (La Bas) czy Walpole’a (Zamczysko w Ontario). Przyznam, iż chwilowo czułam się zawiedziona, ale z całkowicie innej przyczyny – współcześni pisarze zbyt szybko odcinają się od dokonań poprzedników i po prostu o nich zapominają. Howard wręcz przeciwnie, podkreśla jak wiele im zawdzięcza. Nie ukrywam, iż moje filologiczne ego zostało podbudowane, widząc, jak dyskretnie i w nienarzucający się sposób autor umieścił literackie nawiązania z XIX wieku.

Królestwo cieni posiada jedną wadę – wydanie. Niestety, uchodzi ono za wręcz niespotykane przy dzisiejszych technikach druku. Książkę zwyczajnie sklejono (podczas lektury bałam się mocniej rozszerzyć strony z obawy przed ich wypadnięciem) zaś okładkę pokryto folią, która dość szybko zaczęła odchodzić. Pod względem stylistyczno-korekcyjnym wszystko jest w porządku, jednak pozostałe elementy sprawiły, iż nie wróżę pozycji dłuższego żywotu.

Komu mogę polecić Królestwo cieni? Zdecydowanie wszystkim miłośnikom Cthulhu i twórczości Lovecrafta oraz fanom klasycznej (w znaczeniu dawnej) literatury fantasy. Jest to jedna z tych książek, które nie tracą na swojej atrakcyjności, mimo upływu lat.

Pattyczak
Tytuł: Królestwo cieni i inne opowiadania z mitologii Cthulhu

Autor: Robert E. Howard

Tłumaczenie: Mateusz Kopacz

Wydawnictwo: Agharta

Data i miejsce wydania: Kraków 2013

Oprawa: miękka

Liczba stron: 265

ISBN: 978-83-933028-5-7