Pattyczak • 30 kwietnia 2014

1606920_521219924644058_676566143_nNiezwykła historia Marvel Comics to książka mogąca stać się jednym z przełomowych tytułów na literackim rynku wydawniczym. Wszak nie bez powodu otrzymała ona „komiksowego Oscara”, czyli nagrodę Eisnera. Wydawnictwo SQN powoli staje się czarnym koniem polskiego rynku literackiego, jeśli chodzi o publikowanie książek poświęconych krytyce szeroko pojętych zjawisk popkultury. Kiedy czytałam Koszmary i fantazje. Listy i eseje autorstwa H.P. Lovecrafta, nie sądziłam, że wkrótce będę miała do czynienia z pozycją o równie wysokim poziomie merytorycznym. Jaka miła niespodzianka, bowiem Niezwykła historia Marvel Comics jest tytułem pełnym opisów bezpardonowej walki o kultowe postacie, które współtworzyły znany dzisiaj na całym świecie amerykański mit superbohaterów.

Sean Howe oparł swoją nieautoryzowaną historię firmy Marvel na podstawie wieloletnich wywiadów przeprowadzanych z założycielami firmy oraz ich późniejszymi współpracownikami i wrogami. Bardzo ciężko streścić zawartość książki, bowiem jest ona naszpikowana szczegółami dotyczącymi rozwoju branży komiksowej: od nazwisk sponsorów, grafików, reżyserów i rywali, aż po prywatne, częstokroć bardzo zawiłe, losy pracowników. Esencję całości oddaje blurbowe stwierdzenie, iż nad komiksowym uniwersum pieczę powierzono „zubożałym cudownym dzieciom, czarującym pacyfistom i najemnym karierowiczom zmuszonym do zmagań z komercjalizacją, kapryśnymi czytelnikami oraz biurową codziennością”. Opis ten przybliża obraz tego, z czym odbiorca nieustannie się styka podczas lektury Niezwykłej historii Marvel Comics.

Książkę można przyrównać do bardzo dobrej literatury obyczajowej bez happy endu, natomiast realistycznym (czyli w tym przypadku dość przygnębiającym) zakończeniem. Na jej kartach aż roi się od zdrad, niespodziewanych sojuszy, walk o finanse na wynajem lokalu i skromne wyżywienie. Czytelnika uderzają przede wszystkim fakty o zniszczonych wieloletnich marzeniach samych twórców, co widać zwłaszcza w liście Dave’a Cockruma do Stana Lee (odpowiedzialnego za przenoszenie fantastycznych historii na srebrny ekran), do którego ma w pełni uzasadniony żal, iż pozwolił na to, aby „bohaterowie zostali wyrwani z korzeniami i stali się zaprzeczeniem tego, czym byli”. Howe główną osią fabularną swojego małego arcydzieła uczynił dzieje twórców, scenarzystów, redaktorów i rysowników, znacznie zniekształcając postacie przez nich stworzone. Zaś przysłowiową wisienką na torcie jest opis rywalizacji Marvela z DC: kradzieży pomysłów, walki o patenty oraz pracowników. Wyboista droga do spełnienia marzeń garstki zapaleńców opowiedziana w profesjonalny i charyzmatyczny sposób – oto historia Marvel Comics.

Naiwne jest twierdzenie, iż komiksiarze tworzyli swoje prace w oderwaniu od rzeczywistości społeczno-politycznej. Biorąc pod uwagę lata powstawania największych „gwiazd” firmy (między innymi serię o X-Menach), to częstokroć wyprzedzały one literaturę pod względem poruszanych zagadnień: czyż Magneto nie został tymczasowym więźniem Auschwitz? Czy pozostałych mutantów nie prześladowano ze względu na unikatowe cechy? Czyż każdy z bohaterów nie był w pewnym sensie odrzucony i całkowicie niezrozumiały przez swoje otoczenie? Twórcy postaci niejednokrotnie akcentowali, iż te w nocy są mścicielami zła, lecz za dnia same muszą zmagać się z moralnymi konsekwencjami przemocy, jakiej się dopuszczają. Smutnym jest, iż mimo tak mocnego nacisku na poszczególne problemy i zaakcentowania aktualnych zjawisk polityczno- społecznych same komiksy zostały po cichu pominięte i zepchnięte na kulturowy margines, gdzie pierwsze miejsce zajęły późniejsze książki i filmy poruszające wszak tę samą problematykę.

Czego brakuje tytułowi? Zdecydowanie wewnętrznych grafik, a zwłaszcza przy fragmentach traktujących o stylu danego rysownika. Niemniej ciężko mieć pretensje do autora czy też samego wydawnictwa, skoro jest to nieautoryzowana przez Marvel publikacja. Natomiast z punktu widzenia recenzenta, który pierwszy raz w życiu miał do czynienia z tego typu pozycją; przydałby się na końcu jakiś chronologiczny spis wszystkich osób należących do branży, bo nie ukrywam, iż mnogość nazwisk spowodowała lekkie zamieszanie podczas lektury.

Dla kogo skierowana jest książka? Z pewnością lekturą usatysfakcjonowani będą wszyscy akademicy zajmujący się szeroko pojętą kulturą masową (od literaturoznawców, socjologów aż po kulturoznawców). Marvelowi laicy mogą czuć się rozczarowani – wszak Howe pisze o redakcyjnej pracy, walkach o utrzymanie na wolnym rynku, dystrybucjach historii i procesach sądowych. Dla fanów amerykańskich komiksów to książka wręcz obowiązkowa, bowiem traktuje o pasji, zaangażowaniu i przywracaniu wiary w lepszą rzeczywistość, czyli tych elementach, dzięki którym czytelnicy na całym świecie pokochali to cudowne uniwersum. Nowe komiksy są dzisiaj praktycznie niewydawane, co nie przeszkadza firmie święcić kolejnych sukcesów związanych z pojawianiem się filmów i seriali produkowanych na podstawie ich graficznych oryginałów. Podejrzewam, że gdyby twórcy z lat 60-tych i 70-tych (z Martinem Goodmanem, założycielem Marvela, na czele) widzieli to wszystko, co się dzieje wokół samego uniwersum, z pewnością sięgnęliby po swoje przybory i z ironicznym uśmiechem na twarzy stworzyli kolejną niezwykłą historię należącą do światowego potentata komiksowego rynku.

Pattyczak

Tytuł: Niezwykła historia Marvel Comics
Autor: Sean Howe
Tytuł oryginalny: Marvel Comics. The Untold Story
Tłumaczenie:Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: SQN
Data i miejsce wydania: Kraków, listopad 2013
Oprawa: twarda
Wydanie: I
Format: 140x205mm
Liczba stron: 510