Pattyczak • 25 maja 2014

Płyńcie moje łzy, rzekł policjantJestem wielką fanką twórczości Philipa K. Dicka. Nie ukrywam, iż jak tylko mam okazję (i pieniądze), to od razu kupuję reedycje jego książek i idę do kina na kolejne ekranizacje powieści. Tym razem na warsztat wzięłam Płyńcie moje łzy, rzekł policjant, niewielkich rozmiarów dzieło (ledwie ponad trzysta stron) nagrodzone w 1975 roku nagrodą Cambella za najlepszą powieść science-fiction oraz nominowane do Hugo i Nebuli.

Płyńcie moje łzy rozpoczyna się w typowy, dickowy sposób – głównemu bohaterowi, który wiedzie pozornie szczęśliwe i dostanie życie, z dnia na dzień wszystko wywraca się do góry nogami. W przypadku tego opowiadania mamy do czynienia z Jasonem Traverem, telewizyjną gwiazdą wywierającą ogromny wpływ na swoich odbiorców. Posiada on wszystko, czego dusza zapragnie – pieniądze, sławę, kochanki i obiecujące znajomości. Gdy pewnego ranka budzi się w opuszczonym, hotelowym pokoju bez dokumentów i kart kredytowych, nie ma pojęcia, że to dopiero początek koszmaru, jaki go czeka w brutalnym świecie Ameryki po Drugiej Wojnie Domowej. Jason szybko przekonuje się, że nikt nie może go rozpoznać, zaś wszelkie próby potwierdzenia własnej tożsamości spełzają na niczym, bowiem w żadnym systemie nie widnieje osoba słynnego Travera, prezentera telewizyjnego show. Nie ma o nim jakiejkolwiek informacji, jakby nigdy nie istniał…

Wyżej opisana sytuacja jest tylko punktem wyjścia do snucia rozważań na temat miejsca człowiek w wielkim systemie sterowanym przez niedoskonałych ludzi. Jason to tak zwany szostak – istota lepszej klasy z powodu genetycznych zmian, posiadająca o wiele bardziej bystry i inteligentny umysł niż przeciętny mieszkaniec nowoczesnego świata XX wieku. Sądzi, iż daje mu to prawo do gorszego traktowania innych ludzi, jednak szybko musi zmienić swoją postawę, bowiem zostaje skazany na łaskę zwykłych obywateli wiodących podwójne życie w obawie przed wszechobecną policją i służbami mundurowymi, gdzie za najmniejsze przewinienia zsyłają do przymusowego obozu pracy (skąd nie ma powrotu). Traver rychło odkrywa, że jest zamieszany w większą sprawę – ogromnej skali oszustwo wpływowych polityków i policjantów próbujących zatuszować swoje przewinienia, zrzucając je na przypadkowego kozła ofiarnego, jakim okazuje się Jason.

Podobnie jak w większości dickowych powieści, tak i tutaj główny nacisk położono na ukazanie kwestii związanych z posiadaniem nieograniczonej władzy przez grupkę osób, która posuwa się do wszelkich nikczemności, podporządkowując sobie społeczeństwo. Obywatele Ameryki są pozbawieni jakichkolwiek zasad moralnych, nie potrafią odróżnić dobra od zła i potulnie poddają się rządom lokalnej władzy. Jedynymi buntownikami dostrzegającymi wrogość systemu wobec jednostki okazują się osoby z marginesu społecznego – narkomani, alkoholicy i ludzie chorzy psychicznie twierdzący, że istnieje jeszcze jedna, alternatywna rzeczywistość, posiadająca niewyobrażalnie wielki wpływ na wydarzenia w powszechnie znanym świecie.

Wszystko uchodzi tu za grę pozorów – wiodące postacie, ich problemy i uczucia. Wydawać się może, że główny bohater to Jason, jakże to mylne stwierdzenie! Najważniejszą osobą w powieści jest policjant prowadzący dochodzenie przeciwko telewizyjnemu prezenterowi, Felix Buckman. Osobom sięgającym po lekturę Dicka polecam zwrócenie szczególnej uwagi na dialog pod koniec książki (nieustannie zatrważająco aktualny nawet w XXI wieku) oraz na fragment z Afroamerykaninem przy stacji benzynowej (kluczowa scena powieści!). Jednakże postać, która najbardziej przypadła mi do gustu, to Alys, siostra policjanta skrywająca pewną mroczną tajemnicę i jako jedyna posiadająca wiadomości na temat zniknięcia Jasona z wszelkich baz danych.

Płyńcie moje łzy ciężko określić mianem powieści, to raczej dłuższe opowiadanie i to nie najwyższej klasy. Owszem, jak w przypadku każdej książki Dicka, zawiera ono drugie dno, jednak tym razem zabrakło mi wizjonerskich scen przyszłości (choć dzisiaj są one na porządku dziennym, jak chociażby słynne okulary Google’a) oraz szczegółowiej opisanych problemów nurtujących głównych bohaterów, z których to rozważań słynie autor (dociekania dotyczące więzi stworzenia ze Stwórcą oraz samej istoty człowieczeństwa). Element fabuły, jaki mnie jeszcze nigdy nie zawiódł w przypadku pisarza, to inwigilacja zwykłego obywatela. Wszechobecne śledzenie i kontrola mieszkańców wielkiego miasta zostały precyzyjnie uwydatnione i podkreślone na kartach powieści, bowiem opis czyhających na każdym kroku posterunków Gwardii Narodowej, próbującej nie dopuścić do ponownego wybuchu i rebelii studentów, która poprzednio przerodziła się w wielki bunt wobec amerykańskiego rządu, jest realistyczny i przekonywający.

Choć fabuła wydaje się być oklepana, a bohaterowie mało wyraziści, to należy pamiętać o jednej bardzo ważniej kwestii: powieść była pisana w 1970 roku, kiedy dickowa wizja świata miała przerażać i zmuszać do refleksji na temat drogi, jaką podąża ludzkość. W dzisiejszych czasach dość mocno straciła na swojej wartości, bowiem bezwzględna rzeczywistość roku 1988 pod rządami służb specjalnych straciła już wydźwięk science-fiction, wstawiając w to miejsce jedno słowo – „rzeczywistość”. Czyż nie ogranicza się swobód obywatelskich, nie tłamsi jakichkolwiek protestów przeciwko władzy, nie promuje hedonistycznych rozrywek (w tym opisywany cyberseks), celebrytów i różnego rodzaju używek, by tylko zagłuszyć sumienie, iż coś dzieje się nie tak… Jedyną wadą jest zakończenie powieści – mam wrażenie, że zostało zbyt szybko urwane, zbyt wiele rzeczy przedstawiono i nie wyjaśniono do końca, pozostawiając czytelnika z uczuciem nienasycenia i pewnego rodzaju pustki, której nie sposób niczym wypełnić.

Nie sposób nie wspomnieć o edycji – wydawnictwo Rebis jak zwykle stanęło na poziomie, przekazując czytelnikowi książkę w bardzo pięknej szacie graficznej. Mało tego, wewnątrz znajdują się precyzyjnie wykonane, przykuwające oko ilustracje autorstwa Wojciecha Siudmaka. Wysokiej klasy kredowy papier i dobrze dobrana czcionka tylko ułatwiają odbiór tekstu. Dzieło Philipa K. Dicka jest kolejną pozycją, która będzie chlubą we własnym księgozbiorze.

Płyńcie moje łzy to powieść stawiającą pytanie o istotę człowieczeństwa oraz obiektywizm rzeczywistości, w jakiej się obracamy. Książka nie powala na kolana (może z racji tego, że opisane rzeczy są już dzisiaj praktycznie obecne i nikogo nie szokują), niemniej to naprawdę dobra literatura, po którą warto sięgnąć. Dla fanów Dicka pozycja obowiązkowa.

Pattyczak

Tytuł: Płyńcie moje łzy, rzekł policjant
Tytuł oryginalny: Flow my tears, the policeman said
Autor: Philip K. Dick
Wydanie: II
Wewnętrzna grafika: Wojciech Siudmak
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo: Rebis Dom Wydawniczy
Data i miejsce wydania: 14.05.2013, Poznań
Oprawa: twarda, płótnopodobna
Liczba stron: 312
ISBN: 978-83-7510-994-8