Katriona • 27 czerwca 2016

Dzień bastylii 2016Trzeba mieć wyjątkowego pecha, by ukraść tak niebezpieczną rzecz, jak bomba. A jeszcze większego, żeby ustrojstwo wybuchło tuż po tym, jak je wyrzucisz. Oczywiście w takim mieście, jak Paryż prawie na każdym zakręcie znajdują się kamery, więc uwiecznienie twojej twarzy, a potem sporządzenie rysopisu poszukiwanego zamachowca, nie jest rzeczą trudną. I kogo obchodzi, że nie miałeś pojęcia o żadnej bombie – jesteś przecież zwykłym kieszonkowcem? Nikogo. Zwłaszcza że w mieście zaczynają wybuchać zamieszki, a rząd potrzebuje osoby, na którą mogą zwalić całą winę. A ty przecież niosłeś tę bombę…

W poważne problemy wpada Michael Mason – jeden z najlepszych złodziei w Paryżu. Ukradł pewną paczkę, nie wiedząc, że znajduje się w niej bomba. Ta wybucha i to właśnie bohater staje się najbardziej poszukiwanym człowiekiem we Francji. Jego śladem podąża amerykański agent, Sean Briar, oraz prawdziwi terroryści. Czy wysłannik CIA uwierzy Masonowi, że ten nie miał nic wspólnego z zamachem – po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze?

Kolejny dobry film sensacyjny, gdzie mamy mnóstwo pościgów, trzymających w napięciu zwrotów akcji i wymiany ciosów. A do tego dostajemy bonus w postaci ucieczki po paryskich dachach, bo przecież mamy XXI wiek, więc przemknięcie się kanałami, jak w „Nędznikach”, nie wchodzi w grę. I wprawdzie sporo wydarzeń przedstawionych w filmie łatwo przewidzieć, jak choćby kto jest głównym złym, to i tak nie psuje to rozrywki, jaką daje produkcja.

Liczy się akcja, a tej mamy całkiem sporo. Już od pierwszych minut filmu coś się dzieje. I dopiero na sam koniec widz może odetchnąć, dokładnie – kiedy pojawią się finalne napisy. A tak, przez cały czas napięcie, pościgi, kilka wybuchów i salwy z karabinów.

Idris Elba idealnie pasuje do roli pewnego siebie agenta, który łamie kości i zna się na ludziach. I właśnie to „znanie się na ludziach” bohatera buduje klimat filmu. Nie dostajemy naciąganych scen, gdzie jeden z protagonistów nie wierzy drugiemu w jego „historyjkę”. Mamy fakty, widzimy jak Briar dochodzi do pewnych wniosków i wierzymy, że tak mogłoby się potoczyć historia. A Richard Madden? Tutaj także bardzo dobrze dobrano aktora, który wcielił się w postać zawadiackiego złodzieja. Ta dwójka bohaterów stanowi największą siłę produkcji. Różni, kierujący się innymi zasadami, inaczej podchodzący do życia, i kwestii przetrwania. Ich relacja została bardzo ciekawie poprowadzona, a różnice podkreślone.

„Dzień Bastylii” nie jest może innowacyjny, ale na pewno warto go obejrzeć, zwłaszcza jeśli docenia się dobre kino akcji, gdzie nie czuje się przesytu wybuchami i pościgami. Są, ale nie przytłaczają i nie dominują fabuły. I to się liczy.

Katriona

Recenzja ukazała się najpierw na stronie Filmosfery.