7 kwietnia 2018

Endorfinowy granat to zbiór relacji i podróżniczych wrażeń Michała Pawlika – trzydziestoparolatka do niedawna pracującego w korporacji i pnącego się po szczeblach, który pewnego dnia powiedział „dość!” pracy w korpo-fabryce i porzuciwszy wszystkie ASAPy, deadline’y, targety, calle i pizzowe piątki, postanowił zwiedzić południową Azję. I tak oto wegetarianin i miłośnik biegania spotkał się z azjatyckimi karaluchami, zupą z bambusa i nielegalnym bimbrem pędzonym w zakamarkach Wietnamu.

Opis podróżniczych wrażeń, emocji, niebezpieczeństw i przede wszystkim zalet związanych z odwiedzinami innego kontynentu opisał w swojej debiutanckiej książce zatytułowanej Endorfinowy granat. Nie jest ona wolna od pewnych niedociągnięć, niemniej stanowi kolejny dowód potwierdzający tezę, iż w życiu nie należy kierować się tym, co wypada, lecz tym, co przynosi nam szczęście. Michał Pawlik opisał część wrażeń i opublikował wiele interesujących zdjęć na swoim blogu – Endorfinowy – niemniej nie są one tak skondensowane i barwne, jak ujął to w książce.

Nie ma tu zbędnego marudzenia i rozważań, czy warto/nie warto jechać w samotną podróż do Azji – przygoda rozpoczyna się tu i teraz! To nie kolejna wyidealizowana książka blogera, który opisuje swoje życie i podaje czytelnikowi przepis na idealny sposób spędzenia wolnego czasu. Nic z tych rzeczy, Pawlik mierzy się z brakiem noclegu, wszechobecnym robactwem, finansowymi naciągaczami, licznymi porannymi kacami (wszak nie wypada odmówić alkoholowego poczęstunku, gdy nalega na to gospodarz domu!) i problemami z rowerem. Co ciekawe, ten ostatni po długich wojażach wreszcie trafił do Polski, a przysporzył autorowi nie lada kłopotów, nieraz leciały bluzgi skierowane na dwukołowy pojazd, który odmawiał posłuszeństwa podczas ulew w Kambodży lub stawał się obciążeniem przy przekraczaniu granicy.

Czego brakuje Endorfinowemu granatowi? Przede wszystkim uważam, iż zbędne są fragmenty poświęcone zagadnieniom motywacyjnym i refleksją na temat pokonywania własnych barier i ograniczeń (cóż, widać tu wyraźnie wpływ korpo-języka i stylu bycia), a zabrakło praktycznych informacji dotyczących odwiedzanych krajów i sposobów podróżowania. Oczywiście nie mam na myśli wręcz banalnych informacji takich jak rodzaj waluty lub sposobu prowadzenia polityki gospodarczo-ekonomicznej, lecz bardzo praktycznych informacji dotyczących kosztów podróżowania (jak długo bukował bilety, ile w przeliczeniu na złotówki trzeba wydać na autobus w Malezji, jak wygląda kwestia wiz i paszportu?), jedzenia (co jest charakterystyczne dla danego kraju, jak żyją biedni, a jak bogaci, co wywołało największe obrzydzenie, jeśli idzie o produkty spożywcze, czy jadł robaki?) oraz kultury życia codziennego (co lubią robić w wolnym czasie Birmańczycy, z kim najbardziej zaprzyjaźnił się w Indonezji, jak wiele wiedzą o Europie mieszkańcy Tajwanu?). Czy jednak uznać to za wadę? Wiele zależy od tego, czego oczekuje czytelnik – zawsze znajdzie się jakieś niedociągnięcie lub pominięcie konkretnego wątku, nie każdy detal można opisać w powieści.

Wydanie książki jest warte pochwały – kredowy papier oraz kolorowe zdjęcia znacząco umilają samą lekturę (i to w egzemplarzu recenzenckim!), czytelnik może się wręcz domagać, ich tych zdjęć jest za mało! Czułam pewnego rodzaju niedosyt związany z tak małą liczbą fotografii, które dopiero rekompensowały mi wizyty na blogu.

Południowo-wschodnia Azja to zdecydowanie najmodniejszy kierunek osób, które chcą uciec z dala od zgiełku korporacji, postrzegania świata przez pryzmat Zachodu i chcące odnaleźć cel oraz swój sens życia na tym świecie. Tak wielki szok kulturowy i cywilizacyjny pozwala z dystansem spojrzeć na dotychczasowe poukładane życie. Sześć krajów w sześć miesięcy – Endorfinowy granat to przede wszystkim powieść drogi, dojrzewania do podążania swoją własną ścieżką. To książka bardzo personalna i nie należy odbierać jej jako poradnik typu „jak żyć”. Michał Pawlik niejako potępia tych pracujących na etapie, planujących założenie rodziny, kupowanie mieszkań i prowadzących ustabilizowany tryb życia. Jemu to nie odpowiadało, stąd rzucił wszystko i wyjechał do Azji, jednak to nie oznacza, iż druga osoba nie ma właśnie takich marzeń i to nie stanowi celu samego w sobie. Ciekawa jestem jak dalej potoczy się życie Pawlika – bądź co bądź, Azja była tylko długimi, półrocznymi wakacjami. Wydaje mi się, że podróż była podyktowana prawdziwym wypaleniem zawodowym i staniem pod przysłowiowym murem, stąd też pojawiła się odwaga, by ruszyć w nieznane.

Endorfinowy granat to podróż w głąb siebie i zachęcenie innych, by także stawili czoła swoim uprzedzeniom i nie bali realizować swoich marzeń. Jeśli tylko pominąć fragmenty związane z couchingową refleksją, to książka jest naprawdę warta uwagi – minimalizm, powrót do prawdziwych relacji z ludźmi, zachwyceniem się naturą i docenianiem tego, co ma się tu i teraz. Bunt przeciwko wszechobecnemu materializmowi, któremu powinien przeciwstawić się każdy z nas, bez wyjątku. Przyjemna i pouczająca lektura, szczerze polecam.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu

Ergolite

Pattyczak

Tytuł: Endorfinowy granat

Autor: Michał Pawlik

Wydawnictwo: Ergolite

Data i miejsce wydania:  17/04/2018/ Gdańsk

Wydanie: I

Liczba stron: 325

ISBN: 978-83-949549-0-1

Endorfinowy granat  (Michał Pawlik)

Podsumowanie

Endorfinowy granat

Endorfinowy granat
  • 7.5/10
    Fabuła
  • 7.5/10
    Stylistyka
  • 9.5/10
    Wydanie

Zalety

  • barwne ilustracje
  • liczne ciekawostki dotyczące krajów
  • lekki, przyjemny w odbiorze styl

Wady

  • fragmenty couchingowe