Pattyczak • 9 stycznia 2017

spojrz-na-mnie-sparks-recenzjaNie czarujmy – Nicholas Sparks to autor kojarzony dotychczas z literaturą typowo kobiecą, gdzie główną rolę odgrywał wątek miłosny z niemal obowiązkowym happy endem. Niemal każda książka pisarza koncentrowała się na przedstawieniu romantycznej historii, skupiając się na opisach stanów emocjonalnych bohaterów. Od klasycznego romansu jego twórczość odróżniał jeden zasadniczy element – Sparks nie zawsze trzymał się wytycznych gatunku romansowego Bachórza (polecam zapoznać się z jego postulatami pod tym adresem), zaś samym opowieściom dodałam nutki obyczajowości, poruszając temat nękania, prześladowania, domowej przemocy, odrzucenia oraz szeroko pojętego osamotnienia (jak chociażby w Bezpiecznej przystani oraz Ostatniej piosence)

Spójrz na mnie bardzo szybko wskoczyło na topowe listy najlepiej sprzedających się książek w ciągu ostatnich kilku tygodni. W prasie pojawiały się krótkie opisy chwalące autora za zgrabne połączenie wątku romantycznego z wątkiem kryminalno-sensacyjnym. Jednak czytelnik, sięgając po najnowsza książka autora Pamiętnika, musi mieć na uwadze, iż to tak naprawdę to powieść obyczajowa z nadal dominującym wątkiem miłosnym.

Opis wydawcy (aby nie parafrazować opisu fabuły):

Collin nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Brak zainteresowania rodziców, dorastanie w szkołach wojskowych, potem problemy z agresją i zatargi z policją. Maria natomiast zawsze czuła wsparcie rodziny – jako mała dziewczynka, a także później, podczas studiów prawniczych i na początku kariery zawodowej. Pewnie trudno byłoby znaleźć dwie bardziej różniące się historie. I dwa tak niepodobne do siebie charaktery. A jednak przeciwieństwa najwyraźniej się przyciągają. Maria i Colin zostają parą. Wszystko świetnie się zapowiada, dopóki ona nie zaczyna otrzymywać dziwnych wiadomości od anonimowego prześladowcy.

Nie ulega wątpliwości, iż kobiety tęsknią za silnymi, dominującymi mężczyznami.  Nie chcą mieć u boku równorzędnego emocjonalnie partnera lecz kogoś, kto się nimi zaopiekuje, wspomoże w trudnych chwilach, komu będzie mogła się „wygadać” i w razie potrzeby przywróci do porządku. Skrycie marzą o takim opiekunie i życiowym przewodniku, z którym wespół będzie znosiła trudy szarej codzienności. Taką osoba jest Maria – główna bohaterka powieści. Dwudziestoośmiolatka jest odnoszącą sukcesy młodą samotną kobietą, która niedawno zakończyła długi związek i próbuje odnaleźć się w prawniczym świecie. Jest ambitna, cierpliwa, opanowała i uprzejma, troszczy się o swoich bliskich, dba o dobro ogółu. Jednakże jednocześnie nie potrafi się rozprawić się z przeszłością i własnym szefem – Maria jest ofiarą stalkingu i seksualnego napastowania w miejscu pracy. Kobieta jest do tego stopnia znerwicowana, że kiedy nieznajomy mężczyzna proponuje jej pomoc przy wymianie pękniętej opony, ta od razu się zastanawia, co ma zamiar zrobić z jej ciałem.

Z drugiej strony mamy Colina – to taki „dobry łobuz”, który dzięki przyjaciołom zrozumiał swoje złe zachowanie i próbuje wyjść na prostą. Nie zawsze to mu się udaje, jednak stara się ze wszystkich sił panować nad wybuchami agresji i chęcią bicia adwersarzy. Bohater powieści Sparksa jest atrakcyjny, ponieważ reprezentuje pewien ginący typ mężczyzny: niezależny finansowo, dojrzały, z niemałym bagażem trudnych doświadczeń, dbający o swoją fizyczną atrakcyjność i mogący przekroczyć wszelkie granice, aby tylko móc ocalić ukochaną kobietę przed zbliżającym się wielkim niebezpieczeństwem.

Jak wypada w całość nowa powieść autora Jesiennej miłości? Bardzo średnio. Szczerze? Spójrz na mnie nieco przypomina mi powieści Musso – Francuz także łączy wątki romansowe z kryminalnymi, co stało się niemal jego znakiem rozpoznawczym (warto przytoczyć tu chociażby Telefon od anioła) – jednak w przypadku Sparksa wyszło średnio, żeby nie powiedzieć źle. Wątek kryminalny jest niesamowicie przewidywalny, wręcz sztampowy, jakby pisany na kolanie. Nie można odmówić autorowi dobrego tempa akcji i próby podtrzymywania napięcia, jednak to nie wystarczy, aby uznać wątek sensacyjny za godny uwagi (sam finał jest naprawdę oklepany, niczym z niedzielnego filmu klasy C emitowanego w jakiejś niezbyt popularnej stacji). Z drugiej strony mamy wątek romansowy, w którym zabrakło tego, czym Sparks od zawsze przyciągał swoje czytelniczki. Nie ma tu typowego zauroczenia, poznawania się bohaterów, niemal wszystko podane jest jak na tacy –  ich bolączki, trudności i strach poznajemy bardzo szybko. Do połowy książka koncentruje się wokół relacji Marii i Colina, zaś dalsza część skupia się na motywie prześladowania i nękania młodej pani prokurator. Nie jest źle, ale mogło być znacznie lepiej.

Reasumując – jeśli szukacie lekkiej, niezobowiązującej powieści na zimowe wieczory – to Spójrz na mnie Nicholasa Sparksa idealnie się do tego nadaje. Nie jest łzawo, książka ma znamiona autentyczności (zwłaszcza w wycofanej postawie Colina i jego poglądzie na społeczeństwo) i na dodatek czyta się ją bardzo szybko. Miłośniczki łzawych historii mogą być rozczarowane brakiem typowego love story, zaś panowie z pewnością będą rozgoryczeni obietnicą trzymającego w napięciu wątku sensacyjnego, którego tu po prostu nie ma. Sparks nadal pozostaje pisarzem typowo kobiecym.

Pattyczak

Tytuł:  Spójrz na mnie

Autor: Nicholas Sparks

Tytuł oryginalny: See me 2015

Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc

Wydawnictwo: Albatros

Data i miejsce wydania: 28/09/2016 Warszawa

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Wydanie: I

Liczba stron: 510

ISBN: 978-83-7985-768-5

 

W skrócie

Spójrz na mnie

Spójrz na mnie
  • 5/10
    Fabuła
  • 6.5/10
    Stylistyka
  • 8/10
    Wydanie

Zalety

  • Ciepła, rodzinna atmosfera
  • Archetyp męskiego macho i delikatnej kobiety

Wady

  • Wyraźny podział na część obyczajową i sensacyjną
  • Słaby wątek kryminalny