Pattyczak • 18 grudnia 2016

zla-ksiazka

TOP LISTA: Najgorsze książki 2016

A teraz nadszedł czas na nieco smutne podsumowanie, bowiem mowa o najgorszych książkach 2016 roku, jakie wpadły w moje ręce. Na szczęście każdą z nich dostałam do zrecenzowania i nie musiałam wydawać ciężko zarobionego grosza. Niektóre do tej pory zalegają na półce, inne sprzedałam za kilka złotych, aby nie zabierały mi cennego miejsca w domowej biblioteczce lub oddałam do uniwersyteckiej biblioteki (co ciekawe, po czasie sprawdziłam, czy można je wypożyczyć, niemniej nie widniały na liście książek – czyżby panie bibliotekarki również uznały je za szkodliwe dla czytelników?).

Może nie tyle najgorsze, bo trudno mówić w ich przypadku o jednym, decydującym czynniku wedle którego przekreśliłam całą książkę, lecz te, które niesamowicie mnie rozczarowały, zawiodły moje nadzieje lub ich autorzy nie wykorzystali wystarczająca potencjału drzemiącego w wykreowanej historii. Część z nich okazała się bardzo przewidywalna, bowiem bazowała na znanych literackich kliszach, inne były jednowątkowe z bohaterami pozbawionymi głębi psychologicznej, zaś pozostałe posiadały bardzo dobry marketing, który obiecywał czytelnikom wielką, literacką przygodę/ucztę, która w praktyce okazała się niewarta zachodu i wydanych pieniędzy. Mam ten przywilej, iż bezkarnie mogę je wymienić mimo dość wysokich ocen innych recenzentów, bo wybór poniższych pozycji jest oparty wyłącznie na moich subiektywnych literackich odczuciach.

Nie przedstawiam fabularnego skrótu prezentowanych książek – recenzja (bez spojlerów) każdej z nich znajduje się na moim blogu. Zachęcam do lektury i polemiki z moją oceną, może akurat całkowicie inaczej spostrzegacie poniższe tytuły. Jestem ciekawa Waszej opinii, tymczasem zachęcam do zapoznania się z lista najgorszych książek 2016 roku (kolejność prezentowania losowa):

Ernest Cline - Armada

Armada (Ernest Cline)

Oto książka, która wiele obiecywała, a okazała się największym rozczarowaniem minionego roku. Powieść Ernesta Cline’a to hołd oddany fanom, a właściwie maniakom starszych gier komputerowych, jednak pomysł pisarza jest nieco wtórny, biorąc pod uwagę książki z serii o Enderze autorstwa Orsona Scotta Carda: Cline czerpie pomysły nie tylko z twórczości Amerykanina, ale przede wszystkim z szeroko pojętej kultury science-fiction (czyli najważniejszych dzieł filmowych, literackich oraz gier komputerowych z lat 80-tych i 90-tych XX wieku). Niby pomysł wydaje się dobry, jednak wszystko zostaje zepsute przez dwa elementy: pierwszoosobową narrację oraz żmudne, nieco długie opisy kolejnych cyfrowych bitew głównego bohatera. Bardzo łatwo jest przewidzieć kolejne wydarzenia, protagoniści są sztampowi, często zachowują się nielogicznie, zaś brak jakiegokolwiek pierwiastka oryginalności w deskrypcjach komputerowych starć i walk sprawia, że całość okazuje się po prostu nudna.

blad-elle-kennedy

Błąd (Elle Kennedy)

Błąd Elle Kennedy to lekki wakacyjny romans dla naprawdę niewymagającego czytelnika. Bardzo schematyczna historia miłosna, przewidywalne zakończenie, wiele scen seksu. To książka łącząca w sobie cechy Pięćdziesięciu twarzy Grey’a  James E.L. oraz serii Zmierzch S. Meyer. Jeśli spodziewacie się przewidywalnej fabuły to ją otrzymacie. Jeśli spodziewacie się oklepanym bohaterów – także ich otrzymacie. Jeśli zaś sądzicie, że książka jest napisana lekkim i ciepłym stylem to się drogo mylicie. Na kartach powieści aż kipi od ostrych deskrypcji seksualnych aktów, zarówno jeśli idzie o sam akt, jak i o pieszczony wykonywane językiem. I skoro mowa o języku, to nie sposób nie wspomnieć o dość wulgarnej stylistyce powieści. Nie chodzi mi wyłącznie o naprawdę śmiałe, wręcz pornograficzne opisy seksu, lecz o nadmiar wulgaryzmów, które towarzyszą bohaterom. Czasami nie mają one wręcz uzasadnienia, nieprzyjemne w odbiorze są również niecenzuralne określenia intymnych części ciała.

Czego najbardziej żałują umierający

Czego najbardziej żałują umierający (Bronnie Ware)

Oszukałaś mnie autorko! Miałaś dokładnie opisać to, czego najbardziej żałują umierający, a nie przedstawiać swoje własne życie i się ciągle chwalić, jaka to jesteś wspaniała, cudowna, wspaniałomyślna itp. itd. Najważniejsza część książki, czyli wyliczenie pięciu najistotniejszych rzeczy, których żałują umierający, nie jest wcale taka zaskakująca. Sprowadza się do powszechnie znanych, wręcz trywialnych stwierdzeń: ktoś nie miał odwagi żyć życiem, o jakim marzył i spełniał oczekiwania innych osób; zbyt dużo pracował i nie poświęcał czasu rodzinie; nie miał odwagi mówić o swoich emocjach i uczuciach; zaniechał przyjaźni ze znajomymi, a także zwyczajnie nie potrafił być szczęśliwy. Jednak to wszystko stanowi zaledwie tło do ukazania życia pani Ware: jej kolejno zmienianych prac, pogodzenia się z rodzina, odnalezienia wiary na drodze buddyzmu oraz wyzbyciu się materialnych żądz. Szkoda, książka mogła być naprawdę dobra, jednak okazała się wielce rozczarowująca i stereotypowa.

Dom na wzgorzu - Peter James

Dom na wzgórzu (Peter James)

Horror, przy którym czułam jedynie zażenowanie. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, iż czytelnik ma do czynienia z naprawdę dobrą powieścią grozy nawiązującą tematycznie do klasyki wiktoriańskiego horroru: stary dom, podejrzani właściciele, budzące kontrowersje zdarzenia rozgrywające się za zamkniętymi drzwiami, uwięzione dusze i klątwy… Jednak w praktyce okazuje się, że Dom na wzgórzu jest niesamowicie przewidywalną i sztampową powieścią! I nie chodzi wyłącznie o wątek paranormalny, ponieważ sam w sobie jest naprawdę mocno wyeksploatowany i ciężko jest cokolwiek nowego napisać. Znacznie gorzej wypadła warstwa opisowa mająca budować nastrój grozy. Jej po prostu nie ma! Zabrakło rozbudowanych opisów, zarówno emocji i odczuć bohaterów, jak i deskrypcji mających na celu przedstawić nadnaturalne zjawiska. Nie ma klimatu, nie ma napięcia, bo ich miejsce zajęły szybko kończące się krótkie rozdziały, płytkie dialogi i słabo zarysowane postacie. Nie ma niczego w tej powieści dobrego, a jeśli dodać do tego złą interpunkcje, to pozostaje tylko omijać szerokim łukiem Dom na wzgórzu.

gorski-vesna-goldworthy-recenzja

Gorski (Vesna Goldsworthy)

Cóż, to książka, której blurbowa informacja bardzo wiele obiecywała czytelnikowi, bowiem miała być pokroju twórczości Fitzgeralda, niemniej okazała się zaledwie sztampową, przewidywalną powieścią. Wiodącym motywem jest przedstawienie wyższych sfer londyńskiej arystokracji: nie uświadczy się tu prawdziwych uczuć, bogaczami rządzi pycha, chciwość i egoizm, nie ma tu miejsca na miłość, troskę i dobroć. Wszystkie przejawy altruizmu są tylko pozorne, grą dla publiki, co ma pomóc w ukryciu chorej, neurotycznej duszy. Gorski jest jej debiutancką powieścią, która nie tylko pozwoliła Goldsworthy zaistnieć w literackim świecie, ale jednocześnie obnażyła jej pisarskie braki. O ile opisy wielkiego, tętniącego życiem miasta i klimatu niewielkiej księgarni są godne uwagi, tak próby psychologicznego ukazania bohaterów stanowią główną wadę powieści. Lektura  nie pozostawia wątpliwości – Vesna wiele czerpała z utworu Fitzgeralda, jednak do Wielkiego Gatsby’ego wiele jej też brakuje. Generalnie powtarza się ten sam motyw nieodwzajemnionej miłości o opisu zepsutej klasy wyższej, jednak ubrany w płaszczyk współczesności z kilkoma zaledwie przeróbkami fabularnymi. Podsumowując jednym zdaniem: to powieść niewymagająca, ze słabo zakreślonymi psychologicznie postaciami i zbyt wygórowaną ceną detaliczną.

Klucz niebios

Klucz niebios. Seria Endgame (James Frey oraz Nils Johnson Shelton)

Tej serii musze przyznać tytuł jednych z najgorszych książek, jakie przyszło mi czytać w całym swoim życiu. Konstrukcja fabuły drugiego tomu jest zbliżona do tej z części pierwszej: kolejne sojusze, zdrady oraz intrygi, mordercze wyścigi stają się jeszcze bardziej krwawe i zajadłe, bohaterowie nie mają chwili wytchnienia, eskalacja przemocy przekracza granice dobrego smaku. Dodatkowo bardzo słaba fabuła została okrojona przez wymuszenie na czytelniku odwiedzania kolejnych stron www, fatalny skład oraz brak korekty tekstu. Z jednej strony może to bawić, bowiem Endgame z założenia jest wirtualnym doświadczeniem, dzięki któremu można wygrać prawdziwe pieniądze, jednak nie oszukujmy się – po latach, kiedy „gra” zostanie zamknięta, książka okaże się mierną, nie wartą jakiegokolwiek czasu powieścią, którą trzeba będzie omijać szerokim łukiem (chyba, że twórcy poszczególnych aplikacji będą dożywotnio je aktualizować i trzymać na serwerach, w co szczerze wątpię).

Na granicy śmierci - nancy Kilpatrick

Na granicy śmierci (Nancy Kilpatrick)

Biedne drzewa- zostały ścięte i przerobione na papier, który musi „znosić” tak okrutną „powieść”. Na granicy śmierci nie jest ani horrorem, ani książką z gatunku paranormal romance. Określiłabym ją mianem bizarre novel, czyli dziwacznej powieści rozgrywającej się w świecie wampirzych wojen, wzbogaconej co najmniej niesmacznymi scenami seksualnymi (ewentualnie utwór można określić jako erotyczny horror) – czytelnik otrzymuje miszmasz erotycznych wątków z przebłyskami scen przemocy, balansującymi na granicy sado-maso. Na dodatek wydawnictwo Uroboros wprowadziło czytelnika w ogromny błąd. Sięgając po Na granicy śmierci, wydaje się, że ma się do czynienia z pojedynczą powieścią (stand alone), jednakże w praktyce okazuje się, iż to druga część cyklu Moc krwi (Power of the Blood), którego początek stanowi niewydane w Polsce Dziecko nocy (Child of the Night). Literacki potworek, dla którego musiało zginać wiele drzew 🙁

Piotr Zychowicz - Żydzi

Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie (Piotr Zychowicz)

Kłamstwo – tyle mogę rzec w kwestii. I nie chodzi o opisane fakty historyczne (bo te historie są naprawdę bardzo interesujące, godne uwagi każdego inteligentnego i obytego czytelnika), lecz o formę, bowiem jest to szereg artykułów, które uprzednio były drukowane w Rzeczypospolitej i Do rzeczy w minionych latach. Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie nie są ani niepoprawne ani nawet kontrowersyjne. Dla czytelnika śledzącego publikacje związane z Żydami i Izraelem w tej pozycji nie ma nic zaskakującego ani odkrywczego. Piotr Zychowicz podkreśla, że nie jest ani antysemitą ani filosemitą, a to nieprawda. Czytając Żydów… można dostrzec, w którą stronę dryfują jego uczucia i sympatie – autor zwyczajnie niezbyt przepada za narodem żydowskim. A szkoda, ponieważ mógłby się od nich bardzo wiele nauczyć, przede wszystkim życiowej mądrości. A szkoda, bo Żydzi… to przykład zmarnowanego potencjału, bo to skrótowa, nieco chaotyczna książka o dziejach polsko-żydowskich XX wieku, z których to nie wynika żadna konkluzja, jakakolwiek opinia czy też osąd.

zoo-recenzja-ksiazki

ZOO (James Patterson, Michael Ledwidge)

Kolejny zmarnowany potencjał – niewielkich rozmiarów powieść Pattersona miała niesamowity potencjał, jeśli idzie o nietuzinkowe ukazanie zagłady ludzkości. Większość wydarzeń została lakonicznie nakreślona za pomocą góra kilkunastu zdań, które – o zgrozo – tworzą dokładnie 99 rozdziałów książki na niecałych 400 stronach, co daje 3-4 strony przeznaczone na każdą część. O ile pierwsza część książki obfitowała w budzące napięcie kolejne wydarzenia, niekiedy mrożące krew w żyłach (a to ze względu na krótkie, aczkolwiek drastyczne opisy śmierci zadawanej przez wściekłe zwierzaki), tak dalszy rozwój fabuły przynosi same rozczarowania: wiele dzieje się na raz, sporo kwestii pozostaje niewyjaśnionych i za szybko wprowadzono wątek polityczny. Co ciekawe, emitowany w USA na podstawie powieści serial znacznie wykracza poza literackie ramy i to nie tylko w realistycznym przedstawianiu zwierzęcych ataków, ale także pod względem tego, jak ludzkość poradziła sobie w świecie bez elektryczności, która była wynikiem zwierzęcych ataków. Tak więc lepiej zacząć oglądać serial niż czytać książkę. Smutne, ale prawdziwe.

Mechaniczne pająki

Mechaniczne pająki (Corina Bomann)

A oto przykład powieści, której fatalna korekta sprawiła, iż książki praktycznie nie dało się dobrze czytać. Klimatyczna okładka, wartka akcja, dobrze zarysowani bohaterowie – czegóż chcieć więcej? Cóż, okazuje się, że to wszystko może zostać przekreślone przez fatalne tłumaczenie. I nie chodzi tu o dokładność przekładu lub jej brak, lecz składnię, jaka została użyta przez tłumaczkę. Mechaniczne pająki powstały w oryginale w języku niemieckim i typowa dla niego składnia oraz reguły gramatyczne zostały zastosowane w polskim wydaniu. Mechaniczne pająki okazały się naprawdę udaną powieścią w klimacie steampunku, niestety z fatalnym tłumaczeniem.

***********************************

A na jakie książki Wam „zalazły za skórę” w ciągu ostatnich 12 miesięcy? 😉

nie-kupie-ksiazek-o-ksiazka