Dziedzic wojowników (C.W. Chima) – recenzja
Fantasy / 2 czerwca 2014

Nieszczęściem jest wydawanie w kolejności innej, niż wedle daty powstania, cykli powieści. Po bardzo dobrej młodzieżowej serii Siedem Królestw wydawnictwo Galeria Książki pokusiło się o publikację pierwszej trylogii CindyWilliams Chimy z cyklu Kroniki wojowników. Dziedzic wojowników jest jednocześnie debiutem pisarki, który przy Królu demonie wypadł po prostu blado, a to z powodu powtarzalności motywów fantasy, przewidywalności fabuły i jednoznacznych bohaterów. Dodatkowo zamieszczone na blurbie bardzo obszerne streszczenie powieści (blisko trzy czwarte objętości książki!) pozbawia czytelnika jakiejkolwiek radości z lektury. Dziedzic wojowników rozpoczyna się dość intrygującym prologiem, w którym aż roi się od trupów, krwi, cierpienia i chęci zemsty. Następnie akcja przenosi się (niestety praktycznie na stałe) do amerykańskiego miasta Trinity, gdzie rozpoczyna się właściwa fabuła powieści. Szesnastoletni Jack Swift przez nieuwagę zapomniał wziąć leku na serce, dzięki któremu może rzekomo normalnie funkcjonować. Dość szybko okazuje się, że chłopakowi nic nie jest, wręcz przeciwnie, nareszcie zaczyna oddychać pełną piersią, snuć plany na przyszłość i na dodatek dostaje się do ukochanej drużyny sportowej. Jack nie przewidział, że odstawienie lekarstwa może nieść ze sobą negatywne konsekwencje, jaką jest ujawnienie magicznych właściwości jego ciała. Chłopak okazuje się tytułowym dziedzicem wojowników i jednocześnie pożądanym kandydatem do udziału w turnieju magicznych gildii. Od tej pory życie Jacka ulega diametralnej zmianie: starając się prowadzić przeciętne życie amerykańskiego…

Złodziejska magia (Trudi Canavan) – recenzja
Fantasy / 28 maja 2014

Los bywa przewrotny. Wystarczy jedno zdarzenie, najmniejsze mrugnięcie okiem, by całe dotychczasowe życie uległo zmianie. Czasami na lepsze, innym razem na gorsze. Przypadek, przez innych nazywany zrządzeniem losu czy też przeznaczeniem, zarówno w życiu codziennym, jak i świecie fikcyjnym, odgrywa znaczącą rolę. Wystarczy przyjrzeć się choćby historii jednego z najsłynniejszych hobbitów – Bilbo Bagginsa. Odnalezienie małego złotego krążka znacząco wpłynęło na jego dalsze losy. Trudi Canavan w swoim najnowszym dziele pod tytułem „Złodziejska magia” pokazuje jak szybko codzienność, którą znamy, może odejść w zapomnienie. Podczas jednej z wypraw badawczych Tyen, student magii i archeologii, odkrywa rzecz o wielkiej wartości – starą książkę. Jednak nie jest to zwykły papierowy przedmiot, został stworzony przez jednego z najpotężniejszych magów, Roporiena, a jego główny składnik to dusza człowieka (nie licząc innych ludzkich części użytych do jego wyrobu). Każdy, kto dotknie książki przekaże jej wszelkie swoje wspomnienia i całą wiedzę, jaką posiada. Gdy sam zada papierowemu przedmiotowi pytanie, wtedy ten, o ile będzie ją znał, udzieli na nie odpowiedzi. Tymczasem w innym miejscu Rielle, córka farbiarza, zostaje zaatakowana przez splamionego – osobę, która bez pozwolenia użytkuje magię. Wprawdzie udaje jej się uciec, jednak owo wydarzenie zmienia dotychczasowy tryb życia dziewczyny. Dwie postaci, dwa różne światy,…

Golem i dżin. Część II (Helene Wecker) – recenzja
Fantasy / 28 maja 2014

Serce Chawy coraz silniej pragnie wieść normalne życie: chce zmienić pracę i spotkać prawdziwą miłość. Dzięki namowom ciężarnej Anny Blumberg, córki piekarza, postanawia wybrać się na potańcówkę. Nikt nie przypuszcza, że wieczór skończy się tragicznie dla nich obojga. Młoda dziewczyna zostaje porzucona przez kochanka Irvinga, natomiast golem pierwszy raz traci kontrolę nad swoim zachowaniem. Jednak to nie koniec kłopotów, bowiem na horyzoncie pojawia się Szaalman, który ujrzawszy Chawę w tłumie, chce ją sobie przywłaszczyć bądź, w przypadku oporów, pozbawić życia. Tymczasem Fadma musi szybko wyjść za mąż z powodu rodzinnych nacisków. Niestety, w wyniku dość częstych kontaktów z Arbeelym dziewczyna traci zdrowy rozsądek i umiejętność logicznego myślenia. Jej ojciec, Abu Jusuf, postanawia zaprowadzić ją do czarodzieja, który za odpowiednio wielką opłatę jest w stanie uzdrowić swoją córkę i pomóc schwytać dżina, by ten mógł już na zawsze służyć klanowi. Jednak sam ifrit ma kłopoty, bowiem zostaje rozpoznany jako magiczne stworzenie przez kilkuletniego chłopca. Golema i dżina. Część 2 ciężko określić mianem kontynuacji, ponieważ jest to jedna powieść, w przeciwieństwie do zagranicznych wydań, rozbita na oddzielne tomy. Sięgając po dalszą opowieść, czytelnik powraca do świata Nowego Jorku początku XX wieku: miejskiego zgiełku i kulturowego tygla, w którym mieszają się ludzkie marzenia, porażki…

Wolverine (2013) – recenzja
Fantastyka / 26 maja 2014

Dobry film najczęściej broni się kompilacją kilkunastu rzeczy, m.in. porządną i dopracowaną fabułą tudzież niesamowitymi efektami specjalnymi. Ostatnimi czasy producenci blockbusterów rozbudowali je o 3D, często niepotrzebne, wymuszające na kliencie dodatkowe pieniądze w zamian za kilka trójwymiarowych scen i ból głowy. Najnowszy film w reżyserii Jamesa Mangolda (twórcy m.in. Przerwanej lekcji muzyki,Spaceru po linie oraz 3:10 do Yumy) wypada średnio – o ile fabuła była w miarę spójna, to przedłużające się sceny walki okraszone 3D miejscami stały się po prostu męczące. Wróćmy jednak do początku. Logan jest pogrążony w żałobie po śmierci ukochanej Jean. Przebywa w górach na Alasce, stroni od ludzi, nic nie je, nieustannie śni koszmary z dziewczyną i Nagasaki (tak, dokładnie o tym mieście sprzed ponad 70 lat) w roli głównej. Jednym słowem, wygląda jak wrak człowieka, jego dawna sława minęła, pozostawiając tym samym upadłego bohatera na pastwę losu. Wszystko zmienia się dzięki… śmierci pewnego niedźwiedzia i zetknięciem z młodą Yukio. Wolverine trafia do Japonii, gdzie spotyka swego dawnego przyjaciela, a obecnie właściciela największej krajowej korporacji, pana Yashida. Zostaje zmuszony podjąć misję chronienia młodej spadkobierczyni, pięknej Mariko, która to odmieni los bohatera i to nie w schematyczny i przewidywalny sposób. Dzieje Rosomaka są zgrabnym połączeniem kilku elementów: widowiskowych scen walki,…

Płyńcie moje łzy, rzekł policjant (Philip K. Dick) – recenzja
Science-fiction / 25 maja 2014

Jestem wielką fanką twórczości Philipa K. Dicka. Nie ukrywam, iż jak tylko mam okazję (i pieniądze), to od razu kupuję reedycje jego książek i idę do kina na kolejne ekranizacje powieści. Tym razem na warsztat wzięłam Płyńcie moje łzy, rzekł policjant, niewielkich rozmiarów dzieło (ledwie ponad trzysta stron) nagrodzone w 1975 roku nagrodą Cambella za najlepszą powieść science-fiction oraz nominowane do Hugo i Nebuli. Płyńcie moje łzy rozpoczyna się w typowy, dickowy sposób – głównemu bohaterowi, który wiedzie pozornie szczęśliwe i dostanie życie, z dnia na dzień wszystko wywraca się do góry nogami. W przypadku tego opowiadania mamy do czynienia z Jasonem Traverem, telewizyjną gwiazdą wywierającą ogromny wpływ na swoich odbiorców. Posiada on wszystko, czego dusza zapragnie – pieniądze, sławę, kochanki i obiecujące znajomości. Gdy pewnego ranka budzi się w opuszczonym, hotelowym pokoju bez dokumentów i kart kredytowych, nie ma pojęcia, że to dopiero początek koszmaru, jaki go czeka w brutalnym świecie Ameryki po Drugiej Wojnie Domowej. Jason szybko przekonuje się, że nikt nie może go rozpoznać, zaś wszelkie próby potwierdzenia własnej tożsamości spełzają na niczym, bowiem w żadnym systemie nie widnieje osoba słynnego Travera, prezentera telewizyjnego show. Nie ma o nim jakiejkolwiek informacji, jakby nigdy nie istniał… Wyżej opisana sytuacja jest tylko…

Zbuntowana (Veronica Roth) – recenzja

Okazało się, że pierwsza część trylogii Roth była zaledwie przydługim preludium do właściwych wydarzeń, jakie ukazano w Zbuntowanej. O ile Niezgodna skupiała się na przemianie głównej bohaterki z nieśmiałej dziewczyny w zdecydowaną i pewną siebie osobę, o tyle kontynuacja dość mocno kładzie nacisk na chaos obejmujący zarówno szeregi przywódców frakcji, jak i poszczególnych członków działających bez zgody przełożonych. Tobias i Tris znaleźli tymczasowe schronienie u Serdecznych. Tymczasowe, ponieważ muszą nieustannie się ukrywać przed Jeanine i jej ludźmi, jednocześnie powoli wdrażając plan mający na celu obalenie j brutalnych rządów dyktatorki. Bohaterowie prowadzą negocjacje z przywódcami frakcji, walczą z wewnętrznymi podziałami (i zdradami!) między poszczególnymi ugrupowaniami, a także nieustannie uciekają przed łowcami niezgodnych. I w tym momencie czytelnik zostaje rzucony w sam środek zagmatwanej akcji, ponieważ główne wydarzenia co chwila rozgrywają się w innym miejscu: w siedzibie Nieustraszoności, Erudycji, dawnej dzielnicy Altruizmu, a nawet pośród budynków Prawości. Jednak większość liderów i nawet sami protagoniści zapominają o jednym fakcie – grupie bezfrakcyjnych, którzy chcą zmienić swoją dotychczasową pozycję w społeczeństwie i stać się pełnoprawnymi członkami futurystycznego Chicago. O ile Niezgodna broniła się kilkoma oryginalnymi elementami świata przedstawionego, tak Zbuntowana jest już podróbką Igrzysk śmierci. Fabuła trylogii Roth skupia się na walkach między frakcjami (nie mylić z dystryktami), szpiegowaniu, zdradach, planach rządzenia…

Niezgodna (Veronica Roth) – recenzja

Na seans Niezgodnej udałam się, mając za sobą lekturę połowy powieści. Książki, o której powiem szczerze, iż nie porwała mnie w żaden sposób (w przeciwieństwie do filmu, jaki nadał akcji dynamiki i wyrazistości). Nie zaczytywałam się w twórczości Roth, bowiem dzieje głównej postaci okazały się po prostu kolejną historią rozgrywającą się w dystopijnym świecie, fabularnie zbliżonym do Igrzysk śmierci, niemniej pozbawionym brutalności i wszechobecnej przemocy. Porównania trylogii Roth do twórczości Suzanne Collins są przesadzone i po prostu szkodzą powieści, z góry ukierunkowując czytelnika na określoną tematykę i bohaterów. Sama ekranizacja niezgodnej podsyciła we mnie chęć dalszej lektury, której zakończenie sprawiło, że nie skreśliłam cyklu, dając autorce szansę na fabularne zaskoczenie w dalszych częściach. Bliżej nieokreślona przyszłość. Dwójka altruistów, Beatrice Prior wraz z bratem Calebem, w dniu szesnastych urodzin musi przejść tak zwany test przynależności. Wykaże on, do której z pięciu frakcji trafią: Nieustraszoności, Erudycji, Prawości, Serdeczności bądź pozostaną w swoim Altruizmie. Jak same nazwy wskazują, każda z grup rozwija i kształtuje odpowiednią cechę i przygotowuje młodego adepta do wykonywania swoich społecznych obowiązków. Wyniki badań nie nie okazują się wiążące, dzięki czemu nastolatek ma możliwość dobrowolnego wybrania frakcji, w której pragnie się rozwijać. W przypadku osób o niejednoznacznym rezultacie testu podejmowane zostają zgoła inne działania –…

Królowe (Sherry Jones) – recenzja
Powieść historyczna / 20 maja 2014

Najważniejsza jest rodzina Powieść historyczna to typ utworu, w którym „świat przedstawiony umieszczony został w epoce traktowanej przez twórcę i jego odbiorców nie jako epoka współczesna, ale jako w zasadzie zamknięty okres dziejów”*. Prawda historyczna odgrywa w takiej książce zasadniczą rolę – autor próbuje oddać klimat czasów opisywanych przez siebie oraz w miarę wiernie przedstawić wydarzenia tamtych lat. Wszechwiedzący narrator, osadzenie wydarzeń w minionych epokach, stylizacja językowa, realizm oraz wyraziście zarysowana fabuła – te wszystkie elementy to główne wyznaczniki omawianego gatunku. Jego największa świetność przypada na okres XIX wieku – za granicą już od jego początków, a w Polsce po powstaniu styczniowym, co wiązało się z silnym zainteresowaniem problematyką historiozoficzną i przeszłością narodową. Do najznakomitszych przedstawicieli gatunku należą choćby Alexander Dumas (syn i ojciec), Charles Dickens, Walter Scott czy też Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Wacław Berent. Najnowsze dzieło Sherry Jones, Królowe, zawiera wszystko to, co powinna w sobie mieć dobra powieść historyczna.   Beatrycze z Sabaudii wyznaje w życiu jedno motto: „rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu”. To właśnie z tego powodu, nie wydając na świat żadnego chłopca, postanowiła zrobić wszystko, by zapewnić swoim córkom odpowiednie pozycje. Dzięki jej staraniom najstarsze dziewczęta, Małgorzata i Eleonora, zostają królowymi – pierwsza Francji,…

Golem i dżin (Helene Wecker) – recenzja
Fantasy / 15 maja 2014

Rok 1899, statek z Gdańska do Nowego Świata, na jego pokładzie znajduje się Otto Zotfeld, który posiada ze sobą dwie walizki – jedna zawiera ubrania i inne drobiazgi, druga zaś skrywa wielką, glinianą istotę. Za pomocą kilku hebrajskich słów stary Żyd powołuje do życia golema, stworzenie bez duszy, mające bezwarunkowo wykonywać polecenia swego pana. Nowy Jork, ubogi zakład kowala, libańskiego maronity Bautrosa Arbeely’ego. Pewnego popołudnia piękna i dość majętna Miriam Faddoul, właścicielka lokalnej i dobrze prosperującej kawiarni, przynosi do naprawy mały, lekko nadłamany metalowy flakonik. Podczas pracy z buteleczki uwalnia się dżin, narodzony prawie tysiąc lat temu na syryjskiej pustyni, jednak pozbawiony magicznej mocy spełniania życzeń. Obie istoty nie spotykają się od razu, jak można błędnie wyczytać z blurba. Ponad połowę objętości powieści stanowi charakterystyka środowiska, w jakim przyszło im się obracać, oraz deskrypcja adaptacji do warunków, w których znaleźli się po raz pierwszy w życiu. I tak w przypadku golema, a raczej golemki ochrzczonej mianem Chawa, czytelnik ma do czynienia z bogatym opisem żydowskich środowisk na początku XX wieku. Na kartach powieści przewijają się losy kabalisty i rodzinnego utracjusza, Jehudy Szaalmana, właściwego stwórcy glinianego niewolnika, starego i samotnego chasyda Avrama Meyera, młodego ateisty i zarazem socjalisty Michaela Levy’ego, prowadzącego…

Spirit Animals. Zwierzoduchy (Brandon Mull) – recenzja

Ku celom pożądanym wiodą drogi trudne – Eliza Orzeszkowa Dobry pomysł to połowa sukcesu – najbardziej liczy się ciekawa i w miarę innowacyjna koncepcja, która powinna przyciągnąć uwagę i zapaść w pamięć. Jak może wyglądać taka idea, jeżeli chodzi o wydawanie książek? Weźmy kilku poczytnych autorów pozycji młodzieżowych i zaangażujmy ich do wspólnego projektu literackiego, którego celem będzie stworzenie siedmiotomowej serii powieści przeznaczonych dla młodego czytelnika. Za każdą część odpowiada inny pisarz. Oczywiście wszystkie siedem tomów tworzy jedną spójną historię, osadzoną w tych samych realiach. Uczestnictwa w takim przedsięwzięciu podjął się Brandon Mull (autor serii Baśniobór czy trylogii Pozaświatowcy), jeden z najpopularniejszych pisarzy powieści młodzieżowych. Wraz z grupą kilku innych literatów (jak choćby Maggie Stiefvater, Shannon Hale czy Garthem Nix) odpowiada za stworzenie cyklu Spirit Animals, a dokładniej jego  pierwszego tomu pod tytułem Zwierzoduchy.   Starożytne zagrożenie powróciło – Pożeracz pragnie przejąć kontrolę nad całym Erdas. W tym celu pragnie odnaleźć magiczne talizmany, dzięki którym zyska wielką siłę i będzie mógł podbić wszystkie kontynenty. Jedynymi osobami zdolnymi pokrzyżować plany Pożeracza jest czwórka młodych bohaterów: Conor, Abeke, Meilin i Rollan. Każda z tych postaci po wypiciu magicznego Nektaru Ninanii przywołała jedną z Wielkich Bestii. Czwórka młodych protagonistów i ich zwierzęta muszą połączyć siły…