Pattyczak • 18 lipca 2016

Dom na wzgorzu - Peter JamesRodzice 12-letniej Jade postanawiają przenieść się z miasta do niewielkiej miejscowości o nazwie Cold Hill. Dzięki trzykrotnym obniżkom Ollie i Caro Harcourt zdecydowali się na kupno wiekowego domu z myśla, że go wyremontują, pomieszkają trochę i odsprzedadzą z solidną nawiązką (jak postępowali do tej pory). Oczami wyobraźni widzieli wspaniałą posiadłość położoną nad malowniczym jeziorem, gdzie w cieniu drzew odpoczywaliby przed letnimi upałami i rozkoszowali się ciszą i spokojem. Jednak już od pierwszych dni coś idzie nie tak. W trakcie rozmowy przez Skype’a koleżanka Jade dostrzega stojącą za nią dziwną, nieco bladą postać, podobnie jak teściowa Oliviera, która wyczuwa dziwną obecność jakiejś obcej siły. Wraz z kolejnymi dniami atmosfera zaczyna się zagęszczać: dochodzi do dziwnych i niewytłumaczalnych awarii, w okolicy zaczynają się pojawiać osoby, o których wcześniej nikt nie słyszał, a na dodatek kariery małżonków wiszą na włosku. Dom pochłania coraz więcej środków finansowych, próba pomocy udzielana przez miejscowych duchownych kończy się fiaskiem, a wizja nadchodzącej katastrofy staje się coraz bardziej realna. Czy rodzinie Harcourtów uda się wyjaśnić tajemnicę nawiedzenia i rozwikłać zagadki śmierci poprzednich właścicieli sprzed kilkudziesięciu lat?

Na pierwszy rzut oka wydawać się może, iż czytelnik ma do czynienia z naprawdę dobrą powieścią grozy nawiązującą tematycznie do klasyki wiktoriańskiego horroru: stary dom, podejrzani właściciele, budzące kontrowersje zdarzenia rozgrywające się za zamkniętymi drzwiami, uwięzione dusze i klątwy… Jednak w praktyce okazuje się, że Dom na wzgórzu jest niesamowicie przewidywalną i sztampową powieścią! I nie chodzi wyłącznie o wątek paranormalny, ponieważ sam w sobie jest naprawdę mocno wyeksploatowany i ciężko jest cokolwiek nowego napisać. Znacznie gorzej wypadła warstwa opisowa mająca budować nastrój grozy. Jej po prostu nie ma! Zabrakło rozbudowanych opisów, zarówno emocji i odczuć bohaterów, jak i deskrypcji mających na celu przedstawić nadnaturalne zjawiska. Nie ma klimatu, nie ma napięcia, bo ich miejsce zajęły szybko kończące się krótkie rozdziały, płytkie dialogi i słabo zarysowane postacie.

Dom na wzgórzu to ani horror ani nawet powieść z dreszczykiem. Nijakość bohaterów sprawia, że czytelnik nie jest w stanie się do nich przywiązać i w gruncie rzeczy obojętnym jest, czy przeżyją czy też zginą. Dość makabryczny początek książki daje wielkie nadzieje, iż na kartach powieści będzie się sporo działo, a przynamniej poleje się krew i pojawi wiele trupów. Nic z tego, jednych z najbardziej strasznych momentów okazuje się przestawienie łóżka w nocy lub samowysyłające się maile z komputera.

W ogóle kolejno pojawiające się wydarzenia i towarzyszące im decyzję rodziny Harcourtów są bardzo źle umotywowane. Ollie i Caro, będąc naocznymi świadkami paranormalnych scen, nie są w stanie opuścić domu z powodu… środków finansowych. W ogóle wątek ekonomiczny jest dość mocno wyeksponowany, ponieważ to pieniądze decydują o poszczególnych krokach bohaterów, zarówno jeśli idzie o remont domu, jak i kwestie szukania pomocy u miejscowych duchownych. Ciekawe, czy w rzeczywistości kwestie pragmatyczne wzięłyby górę nad chęcią ratowania życia swego i własnej rodziny?

Nieco zawodzi kwestia wydania. Z jedne strony niesamowicie klimatyczna okładka oraz mapki ukazujące rozkład architektoniczny domu znacznie działają na wyobraźnię, zaś z drugiej strony wszystko psuje zła korekta – chodzi o bardzo często pojawiające się przecinki przed spójnikiem „i”. I tak, znaki interpunkcyjne są mile widziane, jeśli literka pojawia się kilka razy w jednym zdaniu, jednak jeśli idzie o pojedyncze wystąpienie i nagle pojawienie się przecinka, to cały dreszczyk emocji potrafi w jednym momencie zostać zastąpiony przez zwykłą irytację.

Reasumując, Dom na wzgórzu to przeciętniak jakich wiele, można go wziąć do czytania z braku innych pozycji lub na jeden wieczór wypożyczyć z miejscowej biblioteki. To literacka klisza utartych filmowych motywów horroru klasy C, które puszcza się w późnych godzinach nocnych, aby tylko czymś wypełnić ramówkę. Podobnie jest i z nową powieścią Petera Jamesa: idealnie wypełni czas w trakcie czekania na egzamin na studiach lub w kolejce do lekarza, ale poza tym nie warto tracić czasu dla tak słabej historii.

Pattyczak

Tytuł:  Dom na wzgórzu

Autor: Peter James

Tytuł oryginalny: The House On Cold Hill

Tłumaczenie: Robert Waliś

Wydawnictwo: Albatros

Data i miejsce wydania:  13/04/2016, Warszawa

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Wydanie: I

Liczba stron: 350

ISBN: 978-83-7985-747-0

Recenzja ukazała się najpierw na stronie Gildii Literatury.

W skrócie

Dom na wzgórzu

Dom na wzgórzu
  • 3/10
    Fabuła
  • 3/10
    Stylistyka
  • 3/10
    Wydanie

Zalety

Wady

  • brzydkie wydanie - pomarańczowy grzbiet niepasujący do okładki
  • przewidywalność, brak jakiekokolwiek klimatu
  • nuda, zero emocji w trakcie lektury