Pattyczak • 26 maja 2014

wolverine 3DDobry film najczęściej broni się kompilacją kilkunastu rzeczy, m.in. porządną i dopracowaną fabułą tudzież niesamowitymi efektami specjalnymi. Ostatnimi czasy producenci blockbusterów rozbudowali je o 3D, często niepotrzebne, wymuszające na kliencie dodatkowe pieniądze w zamian za kilka trójwymiarowych scen i ból głowy. Najnowszy film w reżyserii Jamesa Mangolda (twórcy m.in. Przerwanej lekcji muzyki,Spaceru po linie oraz 3:10 do Yumy) wypada średnio – o ile fabuła była w miarę spójna, to przedłużające się sceny walki okraszone 3D miejscami stały się po prostu męczące.

Wróćmy jednak do początku. Logan jest pogrążony w żałobie po śmierci ukochanej Jean. Przebywa w górach na Alasce, stroni od ludzi, nic nie je, nieustannie śni koszmary z dziewczyną i Nagasaki (tak, dokładnie o tym mieście sprzed ponad 70 lat) w roli głównej. Jednym słowem, wygląda jak wrak człowieka, jego dawna sława minęła, pozostawiając tym samym upadłego bohatera na pastwę losu. Wszystko zmienia się dzięki… śmierci pewnego niedźwiedzia i zetknięciem z młodą Yukio. Wolverine trafia do Japonii, gdzie spotyka swego dawnego przyjaciela, a obecnie właściciela największej krajowej korporacji, pana Yashida. Zostaje zmuszony podjąć misję chronienia młodej spadkobierczyni, pięknej Mariko, która to odmieni los bohatera i to nie w schematyczny i przewidywalny sposób.

Dzieje Rosomaka są zgrabnym połączeniem kilku elementów: widowiskowych scen walki, rodzinnego dramatu oraz składników humorystycznych. Wszystko to tworzy zgrabną i dobrze nakręconą  historię. NiemniejWolverine to przede wszystkim opowieść o przełamywaniu własnego lęku i trwogi. Główny bohater mierzy się z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości i walczy z nimi, by móc powrócić do swego dawnego życia. Z wielkiego ekranu emanuje cierpienie i bezsilność mutanta. Chce on coś zmienić, ale jednocześnie pokonuje go jego własny pesymizm, a czasami wręcz poczucie wszechobecnego fatalizmu. Oddaję tu ukłon w stronę Hugh Jackmana, którego nie sposób zastąpić innym aktorem, bowiem jako jedyny jest w stanie tak wiarygodnie przekazać wiele sprzecznych uczuć, jakie szargają Wolverinem.

Film jest nierówny pod wieloma względami. Najlepiej widać to po scenach walk – o ile sekwencja na pogrzebie i następujące po niej zdarzenia są naprawdę dobrze dopracowane, to wydarzenia podczas pościgu na pędzącym ponad 200 km pociągu (gdzie przestają obowiązywać prawa grawitacji), czy walki w trakcie finalnej rozgrywki okazują się nużące i przeciągnięte w czasie. Fabuła też nie jest idealna. Dobrym posunięciem okazało się wprowadzenie elementów humorystycznych, które nieco rozluźniały dość posępną atmosferę (scena w barze na Alasce czy dobitne potraktowanie wpływowego japońskiego polityka). Senne wizje Wolverina z Jean były zbędne, zupełnie nic nie wnoszące do całości, niepotrzebnie wydłużające czas projekcji. Szkoda, że nie przeznaczono tych momentów na rozwinięcie wątku Viper, bo to dość ciekawa postać. Warto zaznaczyć, że aktorka Swietłana Chodczenkowa konkurowała do roli z Jessicą Biel i Amandą Seyfried (moim zdaniem zupełnie nie pasującej do odgrywania kobiety-żmii). Jednak tym, co najbardziej raziło podczas całej projekcji, były efekty 3D. Niepotrzebne, bowiem praktycznie nieodczuwalne. Szkoda, że tak wielu producentów nie potrafi się oprzeć najnowszej modzie zza wielkiej wody, ponieważ w przypadkuWolverina film broni się sam, jest udaną  luźną, reżyserską wariacją opartą na podstawie komiksu i żadne dodatkowe widowiskowe zagrania nie są mu potrzebne.

Spośród wszystkich bohaterów, najjaśniejszą gwiazdą świecił sam Wolverine. Hugh Jackman po raz kolejny udowodnił, że to idealny odtwórca tytułowego mutanta. Jego gra aktorska nie nuży, jest przekonywająca oraz na lepszym poziomie niż kilka lat temu, kiedy dopiero zaczynał wcielać się w rolę Wolverina. Drugą postacią, która przypadła mi do gustu, była Yukio, przybrana siostra Mariko i jednocześnie mutantka potrafiąca przewidywać przyszłość. Wyróżniała się niestandardowym pośród japońskiego społeczeństwa zachowaniem, bardzo dobrze wyćwiczoną techniką samoobrony oraz niespotykanym wyglądem. Jedna z lepszych żeńskich postaci, jakie spotkałam w licznych ekranizacjach komiksowych dzieł.

Ścieżka dźwiękowa filmu rozczarowuje. Owszem, niektóre muzyczne sentencje bardzo dobrze współgrają z odpowiednimi scenami, niemniej całość wypada nijako. W przeciwieństwie do scenografii – widoki wielkiego Tokio, japońskiego targu czy małej chatki nad wodą przyciągają wzrok. Umieszczenie najnowszego Wolverinaw japońskich klimatach było odważnym posunięciem, które można uznać za sukces. Techniczno-artystyczną stronę filmu oceniam pozytywnie.

Nie sposób nie wspomnieć o dodatkowej scenie (po końcowych napisach). Jest to zdecydowanie najlepsza część całego filmu, bowiem ukazuje historię Logana jako preludium do wydarzeń, jakie mają nastąpić w X-Men: Days of Future Past. Intrygująca zapowiedź, znani aktorzy i klimat bohaterskiego obrazu nie pozwalają przejść obojętnie obok jednej z największych premier 2014 roku.

Podsumowując, Wolverine nie jest powalającym dziełem z kategorii must see. To efekt wysiłku dobrego rzemieślnika w postaci Jamesa Mangolda, który swoją pracę wykonał naprawdę solidnie. Oddał mroczny klimat komiksu, łącząc sceny akcji i dramatu, przy okazji okraszając je odrobiną humoru. Gdybym miała porównywać Wolverina, to jest mu zdecydowanie bliżej do filmów typu Kapitan Ameryka i Thor niż Batmanaczy najnowszego Iron Mana. Jeśli przyjrzeć się poszczególnym elementom ekranizacji komiksu, to wypada on średnio, jednak w całości daje zaskakującą mieszankę dobrego, letniego kina.

Pattyczak

Oryginalny tytuł: The Wolverine
Gatunek: Akcja |  Sci-Fi
Długość: 126 minut
Język: angielski
Produkcja / Rok: USA 2013
Premiera: 12.07.2013
Reżyseria: James Mangold
Scenariusz: Mark Bomback, Scott Frank
Producent: Callum Greene, Jon Jashni
Muzyka: Marco Beltrami
Montaż: Michael McCusker
Zdjęcia: Ross Emery

Obsada:
Wolverine – Hugh Jackman
Yukio – Rila Ai Fukushima
Viper – Swietłana Chodczenkowa
Mariko – Tao Okamoto
Harada – Will Yun Lee