Labirynt śmierci (Philip K. Dick)
Science-fiction / 15 grudnia 2017

Na Delmak-O zostaje wydelegowanych czternaście osób. Mają pomóc w rozbudowie nowo wybudowanej kolonii, jednak po przybyciu bardzo szybko okazuje się, iż nie mają łączności z Ziemią, a ich statki, tak zwane nosacze, nie są w stanie wystartować z powrotem. Grupa obcych sobie ludzi nie ma pojęcia, jak mają przeżyć bez zapasów żywności, co mają robić, a przede wszystkim jak ustalić dalsze działania. Niektórzy próbują skontaktować się z Bogiem, zaś inni zbadać tajemniczy budynek, który nie tylko zmienia swoje kształty, lecz na dodatek każdemu bohaterowi jawi się jako inny abstrakt. Jakby tego było mało, zaczynają ginąć kolejni członkowie kolonii, a między bohaterami rodzi się nienawiść, zawiść i chora żądza władzy. Protagoniści dochodzą do wniosku, iż stali się obiektem chorego eksperymentu. Tylko kto za nim stoi? Ludzie czy też sam Stwórca? Nie ulega wątpliwości, iż Labirynt śmierci to jedna z mroczniejszych pod względem fabuły powieść z całego pisarskiego dorobku Dicka. O ile książkę czyta się szybko, bez zbędnych dłużyzn, o tyle jej sam wydźwięk jest dość przygnębiający. Amerykanin stawia ważne pytania o naturę otaczającej nas rzeczywistości – czy każdy tak samo postrzega świat, czy jednak jest to tylko i wyłącznie wytwór zbiorowej wyobraźni społecznej? Okazuje się, iż w świecie Delmak-O ludzie nie…

0
9.3/10
Oko na niebie (P.K. Dick) – recenzja
Science-fiction / 17 czerwca 2015

Czy 27-latek w przeciągu dwóch tygodni może stworzyć dobrą i zaskakującą powieść nurty science-fiction? Philipowi K. Dickowi to się udało, Oko na niebie jest bodajże pierwszym utworem Amerykanina, którym zdobył uznanie wśród literackich krytyków dzięki zręcznemu połączeniu myśli technologicznej z dokładną psychoanalizą głównych bohaterów. Zaś sama lektura wywołuje chwilę refleksji i zradza niebezpieczne pytanie: Co by było, gdyby twoi najbliżsi znaleźli się w twoim własnym świecie, pełnym lęku i obaw, jakich nie zdradzasz nikomu na świecie? Podczas wizyty w Bewatronie osiem osób uległo wypadkowi wskutek wadliwego działania akceleratora cząstek. Ich osobowości, a dokładniej jaźnie, zostały na siebie nałożone. Centralnym bohaterem jest Jack Hamilton i jego żona Marsha, którzy kolejno doświadczają życia w wizjach następujących osób: babisty Arthura Silvestra, paranoiczki Joan Reiss oraz zrzędzącej i nienawidzącej kotów Edith Pritchett. I chociaż początkowo cała ósemka budzi się w pozornie idealnym świecie, to Hamilton nie jest w stanie odżegnać się od rozwikłania przyczyny wypadku. Kiedy uzmysławia sobie, że znajduje się w projekcji jednego z poszkodowanych, postanawia wydostać się z tego specyficznego świata. Nie spodziewa się jednak, że droga ku wyzwoleniu wiedzie przez równie dziwne i niepokojące wizje, które jednocześnie są spełnieniem pragnień innych postaci. Tytułowe oko na niebie uosabiające wszechobecność istoty boskiej nawiązuje…

Marsjański poślizg w czasie (P.K. Dick) – recenzja
Science-fiction / 24 lipca 2014

Zadziwiający jest fakt, że proza Philipa K. Dicka przeszła próbę czasu nie ze względu na rewolucyjność w ukazywaniu stosunkowo bliskiego rzeczywistości jutra, lecz z powodu ponadczasowości poruszanej problematyki dotyczącej natury moralnej człowieka. Zdecydowana większość dzieł science-fiction tworzonych w latach 60-tych i 70-tych skupiała się jedynie na technologicznych aspektach rozwoju cywilizacji (przez co dziś trącą myszką i są nieatrakcyjne dla większości czytelników), niemniej w przypadku tego pisarza ta pozornie nielogiczna i częstokroć niedopracowana fabuła fantastyki naukowej stanowi jedynie przyczynek do głębokiej analizy humanizmu XX wieku. Mars, skolonizowana planeta, na której żyją wyłącznie majętni ludzie. Mieszkańcy Czerwonej Planety organizują swe życie w wielkich osiedlach przypominających strukturą te z lat 60-tych ubiegłego wieku. Można wymienić chociażby Nowy Izrael, w którym mieszkańcy zajmują się ogrodnictwem i hurtowo wysyłają pomarańcze na Ziemię. Egzystencja na Marsie wygląda zupełnie inaczej niż na Błękitnej Planecie: nie ma problemów bezrobocia osób z wyższym wykształceniem, dla każdego znajdzie się jakieś użyteczne zajęcie, bo kłopotów związanych z innymi warunkami atmosferycznymi jest niemało. Jedynym problemem jest kwestia dostępu do świeżej wody, w związku z czym jednym z najpopularniejszych zawodów jest hydraulik. Arnie Kott to szef firmy zajmującej się utrzymaniem sieci kanałów, który dowiaduje się, że ONZ zamierza przejąć nowe, pozornie bezużyteczne tereny gór F….

Płyńcie moje łzy, rzekł policjant (Philip K. Dick) – recenzja
Science-fiction / 25 maja 2014

Jestem wielką fanką twórczości Philipa K. Dicka. Nie ukrywam, iż jak tylko mam okazję (i pieniądze), to od razu kupuję reedycje jego książek i idę do kina na kolejne ekranizacje powieści. Tym razem na warsztat wzięłam Płyńcie moje łzy, rzekł policjant, niewielkich rozmiarów dzieło (ledwie ponad trzysta stron) nagrodzone w 1975 roku nagrodą Cambella za najlepszą powieść science-fiction oraz nominowane do Hugo i Nebuli. Płyńcie moje łzy rozpoczyna się w typowy, dickowy sposób – głównemu bohaterowi, który wiedzie pozornie szczęśliwe i dostanie życie, z dnia na dzień wszystko wywraca się do góry nogami. W przypadku tego opowiadania mamy do czynienia z Jasonem Traverem, telewizyjną gwiazdą wywierającą ogromny wpływ na swoich odbiorców. Posiada on wszystko, czego dusza zapragnie – pieniądze, sławę, kochanki i obiecujące znajomości. Gdy pewnego ranka budzi się w opuszczonym, hotelowym pokoju bez dokumentów i kart kredytowych, nie ma pojęcia, że to dopiero początek koszmaru, jaki go czeka w brutalnym świecie Ameryki po Drugiej Wojnie Domowej. Jason szybko przekonuje się, że nikt nie może go rozpoznać, zaś wszelkie próby potwierdzenia własnej tożsamości spełzają na niczym, bowiem w żadnym systemie nie widnieje osoba słynnego Travera, prezentera telewizyjnego show. Nie ma o nim jakiejkolwiek informacji, jakby nigdy nie istniał… Wyżej opisana sytuacja jest tylko…