Skrawki błękitu (Lois Lowry) – recenzja

„Skrawki błękitu” to drugi tom cyklu autorstwa amerykańskiej pisarki, Lois Lowry, „Dawca”. Niech Was jednak nie zwiedzie numeracja i klasyfikacja – ta książka to zupełnie inna historia, dotycząca innego bohatera, dokładniej bohaterki, rozgrywająca się w innym miejscu. Jeżeli pragniecie poznać dalsze losy Jonasza, ten tom nie da odpowiedzi na dręczące Was pytania. Historia opowiedziana w „Dawcy” nie ma wpływu na tę rozgrywającą się w „Skrawkach błękitu”, jednak obie książki łączy ze sobą bardzo wiele. Co takiego? Jeżeli czytaliście pierwszą powieść z serii, zauważycie, że model konstruowania fabuły jest bardzo podobny. Mamy bohaterkę, Kirę, która zostaje sierotą – jej rodzicielkę zabija ciężka choroba. Dziewczyna kuleje, co w społeczeństwie oznacza, że nie nadaje się do żadnej pracy i powinna zostać odesłana na Pole, gdzie zajmą się nią bestie. Starsi wioski postanawiają jednak ją ocalić, gdyż protagonistka ma dar, który chcą wykorzystać. I tutaj pojawia się pierwsze podobieństwo do historii Jonasza. Zarówno chłopiec, jak i Kira są predestynowani do wielkich rzeczy: on ma zostać kolejnym Dawcą Pamięci, czyli osobą przetrzymującą wspomnienia minionych czasów, ona natomiast musi zająć się naprawianiem szaty, na której wyszyto dawne losy ludzkości. Mamy więc wybrańców, zadania, jakie dostają do wykonania, oba związane z przeszłymi wydarzeniami, oraz nieoczekiwany zwrot akcji….

Lek na śmierć (James Dashner) – recenzja

Pierwszy tom serii Więzień labiryntu okazał się zaskakującą, dość oryginalną książką, w której główne miejsce zajął wątek inicjacyjny o budowaniu społeczeństwa przez grupę nastoletnich chłopców, którzy, zamknięci w tytułowym labiryncie, musieli zmagać się z różnorodnymi trudnościami. Bardzo dobre Próby ognia skupiły się na pustynnym survivalu, który zakończył się równie intrygująco jak początek trylogii. Lek na śmierć przynosi rozwiązanie wszystkich niewiadomych, jakie pojawiały się od początku tej niesamowitej historii. Górolot zabrał ocalałych z pustyni i przeniósł ich w bezpieczne miejsce. Bohaterowie mogli nareszcie odespać kilkadziesiąt okropnych godzin, wziąć prysznic i coś zjeść. Wtedy okazało się, iż część z nich została zamknięta w izolatkach, na ponad miesiąc. DRESZCZ nadal przeprowadza na nich swoje eksperymenty, tym razem obiecując przywrócenie pamięć, jeśli będą chcieli współpracować. I tu następuje rozłam: część postaci na czele z Teresą decyduje się na odzyskanie wspomnień, natomiast pozostali (Brenda, Jorge, Minho i Newt) pod przywództwem Thomasa próbują uciec poza dystrykt tej pozornie okropnej organizacji. Dlaczego pozornie? Okazuje się bowiem, iż DRESZCZ tak naprawdę jest dobry, a labirynt był prawdziwą oazą spokoju w porównaniu do tego, z czym muszą się zmierzyć w Denver (Dlaczego? Wystarczy sięgnąć do tekstu i wszystko staje się jasne). To miasto, które zamieszkują zarówno Poparzeńcy, jak i Odporni….

Black Ice (Becca Fitzpatrick) – recenzja
Powieść młodzieżowa / 4 grudnia 2014

Dwie przyjaciółki i chłopak jednej z nich postanawiają spędzić miło czas w górskiej chatce. Wiele filmów zaczyna się od takiego właśnie opisu; wystarczy zamienić górską chatkę na domek w lesie czy nad jeziorem. Większość produkcji opowiadających o wycieczce grupy przyjaciół do głuszy, w góry czy inne opuszczone miejsce to horrory, a wyprawa przeważnie kończy się dość krwawo. Wystarczy wymienić takie tytuły jak „Martwe zło”, „Domek w środku lasu” czy najnowszy „Piątek 13-tego”, by pojąć ogrom oklepanego schematu. A co, jeżeli po znany z horrorów motyw sięgnie autorka książek młodzieżowych? Zaraz się przekonacie. Britt i Korbie podjęły decyzję – chcą spędzić wolne w górskiej chatce. Każda z dziewczyn kieruje się zupełnie innymi pobudkami – pierwsza pragnie zwabić na wyprawę byłego chłopaka, który uwielbia zdobywać szczyty, a druga chce spędzić kilka chwil sam na sam ze swoim obecnym partnerem. Żadna z nich nie wie, że w górach czeka na nie zgoła inny rodzaj rozrywki – walka o własne życie. Podczas podróży Britt i Korbie zostają zaskoczone przez śnieżycę, która uniemożliwia im dalszą jazdę. Dziewczyny muszą się gdzieś ukryć, dlatego porzucają pojazd i wyruszają na poszukiwania jakiegoś domku, gdzie mogłyby przeczekać opady. Kiedy znajdują chatkę, okazuje się, że przebywają w niej groźni przestępcy….

W śnieżną noc (M. Johnson, J. Green, L. Myracle) – recenzja
Powieść młodzieżowa / 29 listopada 2014

W śnieżną noc to tak naprawdę jedna książka napisana przez troje popularnych amerykańskich pisarzy. Błądzi ten, kto sądzi, iż to niezależne od siebie teksty. Łączy ich nie tylko tytułowy świąteczny wątek o miłości, ale także gorąca kawa w Starbucksie, placki ziemniaczane w Waffle House i śnieżyca stulecia w niewielkim miasteczku Gracetown. Podróż wigilijna jest wprowadzeniem do świata amerykańskich nastolatków i ich miłosnych perypetii. Każde opowiadanie to w rzeczywistości rozwinięcie tych samych wydarzeń z perspektywy danej postaci.  Warto podkreślić, iż każde opowiadanie nie jest zbytnio przesłodzone, bardzo często za uśmiechem bohatera skrywa się głęboko ukryte cierpienie z powodu złamanego serca. Autorom bardzo dobrze udało się oddać emocjonalne rozterki młodych ludzi i ich sposób postrzegania otaczającego ich świata. Bardzo ciekawie zostali zarysowani bohaterowie powieści. Niby każdy z nich jest scharakteryzowany w odmienny sposób, niemniej łączy ich kilka wspólnych cech. To młode, zagubione w świecie dorosłych osoby, które przeżywają pierwsze uniesienia miłosne, rozczarowania i konflikty z najbliższymi. Ich pierwszą obroną przez wszelkimi kłopotami jest ironia i emocjonalny dystans wobec różnorodnych sytuacji. Nastolatkowie boją się obnażyć swoje prawdziwe uczucia, dlatego tak często skrywają się za fasadą pozornego spokoju, niemniej ich sercem targa ogromna burza emocji. Z każdej strony opowiadań wylewa się humor. Komizm sytuacyjny,…

Dawca (Lois Lowry) – recenzja

Kilka miesięcy temu na ekrany kin wszedł film, który wzbudził sporo kontrowersji, głównie za sprawą nietrafionego hasła reklamowego „Najbardziej szokująca wizja przyszłości, jaką widzieliście”. Dużo do powiedzenia na temat produkcji miały również osoby znające papierowy pierwowzór autorstwa Lois Lowry. Film nie oddał bowiem klimatu i atmosfery powieści, wiele kwestii spłycono i pozostawiono bez wyjaśnienia. Rzeczywiście, adaptacja posiadała sporo fabularnych dziur, których osoby znające tylko film nie potrafiły załatać żadnym wyjaśnieniem. Każdą niewiadomą można jednak poznać, sięgając po naprawdę ciekawą i wciągającą książkową historię Jonasza. Zbliża się dzień przydziału. Jonasz ma otrzymać zawód, którym będzie się parał, dopóki starsi nie podejmą decyzji o jego zwolnieniu. Bohater denerwuje się ceremonią, ponieważ nie wie, jaka praca zostanie mu przydzielona – opiekuna starców albo dzieci, a może kontrolera, spikera czy jeszcze kogoś innego. Kiedy w końcu wybija godzina zero, Jonasz dowiaduje się, jakie jest jego przeznaczenie. Okazuje się, że chłopiec ma zostać nowym Dawcą, czyli osobą gromadzącą wspomnienia sprzed wielu, wielu lat. Czy protagonista podoła zadaniu? Co odkryje podczas szkolenia i jak ta wiedza wpłynie na jego dalsze życie? „Dawca” to kolejna powieść dystopijna, niemniej różni się od wizji rysowanych w „Igrzyskach śmierci”, „Więźniu labiryntu” czy „Niezgodnej”. Autorka kreuje z pozoru idealny świat, w…

Próby ognia (James Dashner) – recenzja

Trzeba uczciwie przyznać, iż zakończenie pierwszego tomu trylogii Więzień labiryntu było prawdziwym zaskoczeniem, nawet dla mnie (jako, żed uważam się za wyjadacza gatunku powieści survivalowych). Okazało się, iż tytułowy labirynt to złożony i zakodowany system znaków, który został stworzony przez Thomasa i Teresę na zlecenie DRESZCZA. Dwudziestu osobom, z Minho na czele, udało się wydostać z tej pułapki, jednak nastolatków przechwyciła tajemnicza grupa, oferująca im schronienie i żywność (objaśniając również sporą część trudnych sytuacji, przez jakie musieli przebrnąć). Chłopcy nie są jedynymi ocalałymi, ponieważ równolegle do nich funkcjonowała na takich samych zasadach grupa dziewcząt, które również opuściły podobny labirynt. Teraz wszyscy muszą stawić czoła kolejnym wyzwaniom, mającym zaważyć na dalszych losach nastolatków, bowiem stawką jest ich własne życie. Jakim cudem po raz kolejny zmusili bohaterów do toczenia krwawych bojów? Odpowiedź jest prosta – wszyscy zostali zarażeni niosącą śmierć Pożogą, na którą lekarstwo znajduje się w miejscu zwanym przystanią, położonej daleko na północy, czternaście dni drogi przez palącą pustynię. Aby nie było zbyt prosto, to na jej terenie roi się od śmiercionośnych mechanicznych potworów, wszechobecnych, powodujących olbrzymi ból i poparzenia promieni słonecznych, a także ogromnych burz z piorunami. Za mało? Dołóżmy do tego wyklęte miasto, w którym mieszkają ludzie dotknięci chorobą, chcący…

Krzyk Icemarku (Stuart Hill) – recenzja
Fantasy , Powieść młodzieżowa / 23 października 2014

We wszystkim trzeba mieć umiar – ta złota zasada odnajduje zastosowanie w wielu dziedzinach, również w świecie literatury. Czasami przeładowanie książki zbędnymi elementami wcale nie czyni z niej wybitnego dzieła, wręcz odwrotnie, dochodzi do sytuacji, w której czytelnik z bólem i trudem przedziera się przez kolejne stronice powieści niczym przez gąszcz pnączy. Kiedy wreszcie dobrnie do końca pozycji, czuje ulgę, bynajmniej nie jest ona jednak spowodowana radością z zapoznania się z ciekawą lekturą. Właśnie taką ulgę czuje się po dobrnięciu do ostatniej stronicy książki Stuarta Hilla pod tytułem Krzyk Icemarku. Thirrin ma wszystko, czego tylko mogła oczekiwać: kochającego ojca, wiernych poddanych, spokojny byt w szczęśliwym kraju. Niestety, nic nie trwa wiecznie – harmonia zostaje zaburzona przez doniesienia o nadciągającej armii jednego z najniebezpieczniejszych wodzów – Scypiona Bellorum. Ojciec dziewczynki postanawia stawić czoła wrogowi, a jej samej każe wziąć resztę wojska i wycofać się, liczy bowiem, że sam powstrzyma atak na tyle, by jego córka mogła dotrzeć do bezpiecznego miejsca. Bardzo szybko młoda księżniczka musi dorosnąć i wziąć na siebie odpowiedzialność za życie poddanych. Krzyk Icemarku to książka skierowana do młodego czytelnika, pełna wzniosłych nauk, wskazówek postępowania i lekcji o moralności. Jeżeli chodzi o warstwę dydaktyczną, pokazanie nastoletniemu odbiorcy, że nigdy,…

Legenda. Patriota (Marie Lu) – recenzja
Powieść młodzieżowa , Science-fiction / 20 października 2014

Nadciąga ostateczne starcie pomiędzy siłami Republiki i Kolonii. By otrzymać wsparcie dla swojego kraju, Day musi pogodzić się z tym, że jego brat po raz kolejny staje się obiektem badań, które tym tym razem służą opracowaniu lekarstwa na panującą epidemię. Bez serum Republika nie otrzyma bowiem pomocy od Antarktydy, tym samym będzie zmuszona w pojedynkę stawić czoła przeważającej sile Kolonii. W celu zwiększenia szans w potyczce Anden postanawia wcielić w życie ryzykowny plan. Czy bohaterom uda się ocalić swój kraj przed najeźdźcą? Czy Day i June będą w końcu razem? Czy lud Republiki zaufa swojemu Elektorowi? Nie będę ukrywała, że po ostatniej części trylogii oczekiwałam naprawdę wiele – ciekawego i godnego serii zakończenia, szybkiej i sprawnie poprowadzonej akcji oraz zadowalającego finału historii Daya i June. I muszę z żalem przyznać, że nie otrzymałam żadnego z wymienionych przeze mnie elementów. Prawda jest taka, że Patriota wypadł najsłabiej na tle całej trylogii – książka nie wywołała we mnie żadnych emocji, po prostu przewracałam kolejne stronice, byle tylko dotrzeć do zakończenia historii i dowiedzieć się, jak potoczą się losy protagonistów. Rozumiem, że powieści dystopijne skierowane do nastoletniego czytelnika rządzą się swoimi prawami, jednak w porównaniu z Igrzyskami śmierci czy Więźniem labiryntu trzecia odsłona…

Więzień Labiryntu (James Dashner) – recenzja

Thomas budzi się w ciemnej windzie. Nie ma zielonego pojęcia kim jest, jak się tam znalazł, ani, co gorsza, dokąd jedzie. Jedyna rzecz, jaką jest sobie w stanie przypomnieć, to własne imię. Po kilku minutach razi go jasne światło i zauważa, iż znajduje się w otoczeniu grupki rówieśników nazywających go pogardliwie sztamakiem. Dość szybko okazuje się, że chłopak trafił na teren potężnego Labiryntu, z którego nie ma możliwości ucieczki. Winda systematycznie dostarcza nowych Streferów (czyli nowych mieszkańców ogromnej, otwartej przestrzeni otoczonej żywym, ruchomym murem), żywność oraz wszelkie niezbędne do życia elementy, takie jak odzież, noże, czy środki opatrunkowe. Thomas i jego towarzysze nie wiedzą, jak się tam znaleźli, kto kontroluje ruchy Labiryntu i groźnych Bóldożerców (połączenia dzikiej bestii z mechanicznym robotem), ani też jak się z niego wydostać. Wiadomo jedynie, iż każdy, kto został ukąszony przez mechanicznego potwora, nagle zaczyna traktować bohatera jak największe zagrożenie i kolaboranta, chcąc go jak najszybciej pozbawić życia. Tytułowy Labirynt jest pewnego rodzaju czyśćcem – nie wiadomo za co trafili do niego chłopcy, muszą za to walczyć o przetrwanie, wkładając w to wiele wysiłku i poświęcenia. Nie można znaleźć wyjścia z tej wielkiej pułapki, niemniej nie zniechęca to do codziennych patroli niebezpiecznego miejsca. Grupa nastolatków…

Dziedzic smoka (Cinda Williams Chima) – recenzja
Fantasy , Powieść młodzieżowa / 10 września 2014

O ile pierwszy tom Kronik Dziedziców okazał się świeżym powiewem pośród wielu tytułów young adult, to Dziedzic czarodziejów trochę mnie rozczarował z powodu zbyt wielkiego podobieństwa fabularnego do serii przygód Harry’ego Pottera. Niemniej w moim przekonaniu ma tendencję zwyżkową w stosunku do poprzednika, ponieważ książka nie powiela znanego już schematu znanego z twórczości J. K. Rowling, powracając do wcześniej zarysowanego wątku, jakim jest walka miedzy gildiami. Tym razem autorka w znacznej mierze skupiła się na ukazaniu przygotowań do wielkiej bitwy między mieszkańcami azylu a przedstawicielami magicznego świata, z powodu skradzionej wcześniej konstytucji gwarantującej pokój między czarodziejami. W książce zostały ukazane aż cztery strony konfliktu, niemniej pisarka nie wykorzystała w pełni możliwości zawiązania skomplikowanych intryg, w miejsce których pojawiają się dość przewidywalne posunięcia fabularne. Samo ukazanie wojennych przygotowań i ich dalszego rozwoju rozczarowuje, ponieważ Chima oparła się na prostej zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, stąd czasami dziwi sposób myślenia niektórych dorosłych czarodziejów, którzy w poprzednich częściach wykazywali się j większą dojrzałością w tych kwestiach. Na tle tych wydarzeń czytelnik poznaje Jasona Haleya, kolejnego tytułowego „dziedzica”. Chłopak odnajduje w jaskini Trinity niewielkich rozmiarów opal, który okazuje się potężnym talizmanem określanym mianem Smoczego Serca. I choć może się wydawać, że Chima…